Miał być jeden post. Ale w trakcie porządkowania wspomnień przypominało mi się więcej i więcej szczegółów. To i wpisów będzie więcej. I może bardziej uporządkowanych. Nie obiecuję, że nie będę się powtarzać. Ani że o niczym nie zapomnę.
Więc jak to było z Gruzją? Zaczęło się jak zwykle- Głównodowodzący miał dość siedzenia za biurkiem. Nosiło go. I trafiła się Gruzja. Od razu było wiadomo, że pojedzie sam. Ja miałam przecież gabinet. Na pół roku nie warto go zamykać i pozbywać się świeżo zdobytych pacjentów. Będziemy się odwiedzać, jakoś zniosę rozłąkę. Szybko się okazało, że z kolei jego nie opłaca się szkolić, jeśli ma zostać tylko pół roku. Dostał przedłużenie na rok. No w porządku, wytrzymam, chociaż głupio tak samej siedzieć w domu. A potem tak mu się spodobało, że został kolejny rok. Wtedy powiedziałam: dość! I kupiłam psa. Nie byłam sama, ale zaczął się problem z wyjazdami. Które już zdążyłam polubić.
Każdy mój wyjazd to nowe doznania. Estetyczne, kulinarne, kulturalne. Zwiedzanie miast, podziwianie dzikości Kaukazu, obserwowanie ludzi, delektowanie się jedzeniem, wizyty w teatrach. Podczas tych kilku odwiedzin w Tbilisi widziałam więcej spektakli niż przez rok w Warszawie! Chciałabym mieć dość weny i dyscypliny by to opisać.
A ja w Gruzji bylam turystycznie wiele lat temu. Jechałam Gruzinską Drogą Wojenną a w Tbilisi weszłam na górę Mtatsminda i snułam się nad rzeką .. w tej chwili nie pamiętam jak się nazywała. I jeszcze byłam na gruzińskim weselu...I Gruzini cieszyli się bardzo że mają wśród gości kogoś z Polski...
OdpowiedzUsuńNo i ten wspaniały Kaukaz!!!
Ta rzeka to Kura
UsuńPrzypomniałam sobie jej nazwę jak już nacisnęłam "opublikuj" :-)
UsuńJa nie byłam, więc pisz koniecznie, bo Gruzja to kopalnia ciekawostek, powspominasz i nas uradujesz!
OdpowiedzUsuńTaki jest plan!
UsuńPisz, chętnie poczytam i dowiem się napewno czegoś ciekawego o Gruzji.
OdpowiedzUsuńCzy będzie ciekawie to się okaże ;)
UsuńSpojrzenie od kuchni jest czym innym niż wakacyjna turystyka....:-)
OdpowiedzUsuńU mnie trochę z drugiej ręki, przez obserwacje Głównodowodzącego. Bo ja jednak wakacyjnie tam bywałam
UsuńAle dzięki temu jest spojrzenie z jeszcze innej perspektywy.....A my otrzymamy ,,podwojone,, spostrzeżenia ...:-)
UsuńNajbardziej podoba mi się to, że nie próbujesz na siłę robić z Gruzji pocztówkowej krainy, tylko pokazujesz ją z tymi wszystkimi drobiazgami, które podczas podróży naprawdę zostają w pamięci. Czasem właśnie takie nieidealne momenty są później wspominane najczęściej. Gruzja chyba ma w sobie coś takiego, że trudno przejść obok niej zupełnie obojętnie.
OdpowiedzUsuńŻycie w ogóle jest mało pocztówkowe (czy tam instagramowe). Gruzja ma dla nas egzotyczny urok. I nie, żebym chciała go odbierać. Lubię pisać co widzę.
Usuń