I nie o kolonie letnie tu chodzi, ani nie o kolonię karną (chociaż po dwóch tygodniach podróżowania ukarana zostałam kompletnym brakiem weny do opisania tego, co widziałam). Wróciłam z dawnej kolonii brytyjskiej, a przy okazji zahaczyłam też o portugalską. Czyli Hongkong i Macao.
