Chociaż może powinnam zacząć od ogólnego wrażenia. Ale szukając mieszkania trochę się zwiedza miasto, więc i o mieście będzie.
Miał pecha Głównodowodzący. Przyjechał w 2022 roku, po wybuchu wojny na Ukrainie. Trafił na czas, kiedy do Gruzji przeprowadziło się mnóstwo bogatych Rosjan. Co spowodowało ogromny popyt na mieszkania. Ceny wzrosły kilkukrotnie. I nie bardzo było w czym wybierać.
Biuro Głównodowodzącego mieściło się w nowej dzielnicy Tbilisi. Nowej i brzydkiej. Ulice dość szerokie, ale chodników brak. Parkingów zresztą też. Wysokie bloki nastawiane byle jak, bez ładu i składu. Może nawet bez pozwolenia. Wszystko jakby niedokończone. Albo przeciwnie- już się rozsypujące. Generalnie ledwo trzymające się kupy. Okna pozatykane dyktą. Albo po prostu brak okien, otwory okienne bez wypełnienia. I nie że w całym bloku. Niektóre okna są, niektórych nie ma, zupełnie losowo. A z niektórych wystają rury, takie kominy odprowadzające dym z piecyka. Co kto woli, co kto lubi.
Może bardziej prestiżowa dzielnica? Taka z pięknymi domami, szerokimi alejami, wygodnymi chodnikami. Drzewa wokół domów, parki, restauracje. Można, ale dużo drożej. I trzeba dojeżdżać. Niewygodne i czasochłonne.
| Widok na Mtskhetę |
Wygrała wygoda, nie uroda. Ale znalezienie czegoś odpowiedniego nie było łatwe. Na przykład mieszkanie w wieżowcu, w którym jeszcze winda nie działała, a na korytarzach leżały materiały budowlane. Po kilku próbach, Głównodowodzącemu dopisało szczęście. Albo może wręcz przeciwnie.
Po kilku nieudanych próbach, zrezygnowany chodził po osiedlu i szukał kogoś kto wymieniłby mu suwak w spodniach. Wszedł do punktu krawieckiego i tak od słowa do słowa dowiedział się, że brat krawcowej ma mieszkanie. I następnego dnia już się wprowadzał! Oczywiście bez umowy. Dlaczego to było nieszczęście? Bo krawcowa oszukiwała. I nie chodzi o to, że prawdopodobnie bratu oddawała tylko część tego co płacił Głównodowodzący. Potrafiła dzwonić kilka dni przed terminem, "bo potrzebuje pieniędzy'. A po terminie jeszcze raz, bo nie pamiętała, że już zapłacone. I takie różne kwiatki. Dzięki niej Głównodowodzący zwątpił w gruzińską gościnność. Kiedy przychodził z pieniędzmi częstowała go herbatą i czymś do jedzenia. Gościła czym chata (a raczej warsztacik) bogata. Ale nie bezinteresownie. Skarżyła się jak jej ciężko. Miała nadzieję, że pomożemy jej przyjechać do Polski i załatwimy pracę. Doszło do tego, że Głównodowodzący się jej bał.
Blok nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Podwórko zastawione autami, klatka szara i brudna. Bez okien. Znaczy otwory były, tak przewiewnie dość. Na korytarzach jakieś sterczące ze ścian druty, niedokończone instalacje.
Mieszkanie na 6 piętrze. Czyli po naszemu na 5. Z windą, a jakże. Ale winda płatna. Jakieś grosze, ale zawsze. Żeby wybrać piętro należało przyłożyć zakodowaną i opłaconą kartę. Głównodowodzący płacił przez kilka miesięcy, potem zrezygnował. Trochę się do tego przyczyniła krawcowa. Biegał po schodach dla poprawy kondycji. Kiedy przyjeżdżałam z ciężką walizką oszukiwaliśmy system. On biegł na górę, ja czekałam w windzie. Naciskał przycisk wezwania windy i mnie przyciągał. Nie wiem co ludzie robili jak przychodzili do nich goście.
W mieszkaniu podobały mi się wysokie sufity. Duże okno balkonowe, więc jasno. Balkon obszerny, ale nie korzystałam z niego. Co ciekawe- na balkonie była szafka z piecykiem gazowym. Wracając do środka- moim zdaniem kolejna samowolka. Z przedpokoju przechodziło się do salonu z aneksem kuchennym, do łazienki i jednej sypialni. Druga sypialnia miała wejście z salonu. Dlaczego twierdzę, że samowolka? Jedna ze ścian była zaokrąglona. A okno w mniejszej sypialni wyglądało na wybite samodzielnie. Służyło tylko do wietrzenia, widok był na oddaloną o jakieś 2 metry ścianę następnego bloku.
Nie było to ciche mieszkanie. Gruzini potrafili w środku nocy awanturować się na podwórku, puszczać głośną muzykę, albo nad ranem głośnym i ciągłym trąbieniem wzywać innego kierowcę, który zastawił ich samochód. Ale jak Głównodowodzący w sobotę o 8 rano wstawił pranie, to już po południu znalazł na drzwiach kartkę z informacją po angielsku i rosyjsku, że nie wolno przeszkadzać sąsiadom!
Czy mieszkanie było drogie? Nie bardzo. Oprócz tego co dostawała krawcowa jakieś niewielkie pieniądze do administracji i naprawdę śmieszne kwoty za prąd i gaz. Media są bardzo tanie. Zwłaszcza w porównaniu do polskich cen. Taka ciekawostka- w okresie zimowym mieszkańcy górskich wiosek mają gaz za darmo.

.jpg)