Morze kocham od zawsze. Każde. Polskie oczywiście najbardziej. Dokąd z Warszawy najbliżej? Do Gdańska. Miasto piękne, chociaż dla mnie zbyt tłoczne. A jednak udało się znaleźć miejsce, które skradło nasze serca od pierwszego spojrzenia. Takie spełnienie marzeń. Lubię tam wracać.
Tym razem pojechaliśmy z wnuczką. Było plażowanie, o ile pogoda pozwalała. Było też zwiedzanie.
Najpierw skansen we Wdzydzach. Trafiliśmy na jarmark, co trochę utrudniało zwiedzanie. Ale do zobaczenia jest dużo. W jednej z chat można dotykać eksponatów, położyć się w łóżku, zamieszać w garach, przejrzeć ciuchy w szafie. Podobało nam się bardzo.
Innego dnia Dom do Góry Nogami w Szymbarku. Nie polecam. Zdziadział bardzo odkąd byliśmy tam dawno temu. Zniknęły firanki w oknach, wnętrza bez wyposażenia. Bilety drogie, do zobaczenia niewiele. Ale jednak przeżycie było, błędnik szalał. Chociaż nie wiem dlaczego. Będąc wewnątrz nie widać, że coś jest odwrotnie. Mały stół na suficie niewiele zmienia. Czyżby ta pochyła podłoga robiła taką różnicę?
I na koniec najlepsze- Muzeum Dawnych Zabawek. Niewielkie miejsce, a siedzieliśmy długo. Wspomnienia, wspomnienia. Hania uwielbia historie o naszym dzieciństwie, więc słuchała uważnie. I uważnie obserwowała: " Babciu, masz łzy w oczach!" No miałam.

