![]() |
| Źródło: Instagram @pldiindonesia |
Mogę podróżować po świecie. Czasem wolę po literaturze. Wszędzie spotykam ludzi niezwykłych. O tym jest ten blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekonomia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekonomia. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 14 maja 2020
Miłosierdzie gminy
W Indonezji nie ma opieki społecznej w takim rozumieniu jak w Polsce. System ubezpieczeń społecznych działa od niedawna i dotyczy tylko legalnie zatrudnionych. Wynika to trochę z uwarunkowań historycznych, trochę z organizacji życia społecznego, a częściowo z filozofii życia tu i teraz.
wtorek, 16 kwietnia 2019
Jak mieszkają ludzie-cz.I
Zanim wyjechaliśmy z Polski niepewność co do tego gdzie będziemy mieszkać była jedną z największych trosk. Okazało się, że martwiłam się nie tym czym powinnam. Bo nie w tym rzecz gdzie, ani jak. Podstawowe pytanie brzmi: Za ile?
środa, 30 maja 2018
Życie zaczyna się po 18.
Nie chodzi o dorosłość. Bo życie zaczyna się po zachodzie słońca. Czyli mniej więcej o godzinie 18. To znaczy, że mamy święty miesiąc Ramadan.
Ramadan, dziewiąty miesiąc kalendarza muzułmańskiego. To w tym miesiącu objawiły się Mahometowi pierwsze wersy Koranu. Mahomet pościł, więc i jego wyznawcy to robią. Od świtu do zmierzchu nie jedzą, nie piją, nie palą papierosów i nie uprawiają seksu. Powstrzymują się od czynienia zła. Modlą się i czynią dobro. No, w każdym razie dobrzy muzułmanie tak robią. A przynajmniej powinni.
Oczywiście jest całe mnóstwo wyjątków. Pościć nie muszą chorzy, kobiety w ciąży i karmiące, podróżujący. Można też po prostu "wykupić" zwolnienie. Czyli oddać potrzebującym (w praktyce do meczetu) równowartość zjedzonego posiłku.
Jak się więc żyje? Prawie jak zawsze, przynajmniej w stolicy. Trochę zmieniły się godziny szczytu, bo przecież wszyscy chcą zdążyć do domu na buka puasa (przerwanie postu). Trochę więcej kobiet nosi hidżaby (chociaż część moich koleżanek twierdzi, że to arabski zwyczaj i nie zasłania włosów nigdy) i nosi skromniejsze stroje. Unika się publicznego jedzenia i picia (chociaż oparcie się pokusie zwiększa "zasługę"). Sklepy i wszelkie centra handlowe są właściwie puste. Przynajmniej do wieczora, bo potem...
Wybraliśmy się na zakupy. Nic wielkiego, prezenty dla rodziny. Zaskoczył nas tłok w galerii handlowej. Mnóstwo ludzi spacerowało, ale również sporo siedziało w restauracjach. Chociaż zdaje się, że nic nie jedli. W sklepach dużego ruchu nie było, ale to nic dziwnego- drożyzna. Wiedzieliśmy co chcemy, więc poszliśmy prosto do celu. Wybraliśmy kosmetyki. Przy kasie pani nam powiedziała, że od osiemnastej mają 20% zniżki. Przy tej kwocie, to znacząca różnica. Spojrzałam na zegarek, mieliśmy wolną godzinę. Dołączyliśmy do innych spacerujących. Nawiasem mówiąc, galerie są wspaniałymi spacerniakami- nie pada, w kałużę (ani w dziurę) się nie wdepnie, jest wystarczająco chłodno, jest gdzie przysiąść w razie zmęczenia. No i nie jest nudno- mnóstwo wystaw do oglądania i nowych sklepów do odkrycia.
Nagle usłyszeliśmy bębny, a potem muzykę. To na scenie w głównym holu rozpoczął się występ. Tradycyjne śpiewy w tradycyjnych strojach. Dochodziła osiemnasta. Jeszcze tylko modlitwa z głośników i miły głos obwieścił koniec poszczenia. Co to się działo! Przed niektórymi restauracjami był taki tłum, że ciężko było się przedrzeć. Bo przecież wszystko, a zwłaszcza jedzenie, można kupić taniej! Jak się okazało prawie we wszystkich sklepach.
Zaczęłam się zastanawiać jak działa tu ekonomia. Cały dzień nie ma klientów. Żeby ich zachęcić należałoby dać zniżkę. A tu zniżka jest później. Gdzie sens? Widzę dwie możliwości. Po pierwsze tradycyjnie posiłek wieczorny je się z rodziną. Może więc chodzi o to, żeby wyciągnąć klientów z domu. I ten tłum zrekompensuje straty. Druga możliwość to dopłaty. Zachęca się ludzi, żeby przestrzegali postu, bo taniej jest jeść wieczorem. A właściciele sklepów i restauracji dostają pieniądze od rządu.
Byliśmy też na kolacji. Akurat w tej restauracji ceny były jak zwykle. Szybko pojawił się kelner z dzbankiem herbaty. Chyba się pomylił, bo nikt herbaty nie zamawiał. Cóż, zamawialiśmy piwo. Pite z filiżanki smakuje zupełnie inaczej.
O Ramadanie pisałam też TUTAJ
Ramadan, dziewiąty miesiąc kalendarza muzułmańskiego. To w tym miesiącu objawiły się Mahometowi pierwsze wersy Koranu. Mahomet pościł, więc i jego wyznawcy to robią. Od świtu do zmierzchu nie jedzą, nie piją, nie palą papierosów i nie uprawiają seksu. Powstrzymują się od czynienia zła. Modlą się i czynią dobro. No, w każdym razie dobrzy muzułmanie tak robią. A przynajmniej powinni.
Oczywiście jest całe mnóstwo wyjątków. Pościć nie muszą chorzy, kobiety w ciąży i karmiące, podróżujący. Można też po prostu "wykupić" zwolnienie. Czyli oddać potrzebującym (w praktyce do meczetu) równowartość zjedzonego posiłku.
Jak się więc żyje? Prawie jak zawsze, przynajmniej w stolicy. Trochę zmieniły się godziny szczytu, bo przecież wszyscy chcą zdążyć do domu na buka puasa (przerwanie postu). Trochę więcej kobiet nosi hidżaby (chociaż część moich koleżanek twierdzi, że to arabski zwyczaj i nie zasłania włosów nigdy) i nosi skromniejsze stroje. Unika się publicznego jedzenia i picia (chociaż oparcie się pokusie zwiększa "zasługę"). Sklepy i wszelkie centra handlowe są właściwie puste. Przynajmniej do wieczora, bo potem...
Wybraliśmy się na zakupy. Nic wielkiego, prezenty dla rodziny. Zaskoczył nas tłok w galerii handlowej. Mnóstwo ludzi spacerowało, ale również sporo siedziało w restauracjach. Chociaż zdaje się, że nic nie jedli. W sklepach dużego ruchu nie było, ale to nic dziwnego- drożyzna. Wiedzieliśmy co chcemy, więc poszliśmy prosto do celu. Wybraliśmy kosmetyki. Przy kasie pani nam powiedziała, że od osiemnastej mają 20% zniżki. Przy tej kwocie, to znacząca różnica. Spojrzałam na zegarek, mieliśmy wolną godzinę. Dołączyliśmy do innych spacerujących. Nawiasem mówiąc, galerie są wspaniałymi spacerniakami- nie pada, w kałużę (ani w dziurę) się nie wdepnie, jest wystarczająco chłodno, jest gdzie przysiąść w razie zmęczenia. No i nie jest nudno- mnóstwo wystaw do oglądania i nowych sklepów do odkrycia.
Nagle usłyszeliśmy bębny, a potem muzykę. To na scenie w głównym holu rozpoczął się występ. Tradycyjne śpiewy w tradycyjnych strojach. Dochodziła osiemnasta. Jeszcze tylko modlitwa z głośników i miły głos obwieścił koniec poszczenia. Co to się działo! Przed niektórymi restauracjami był taki tłum, że ciężko było się przedrzeć. Bo przecież wszystko, a zwłaszcza jedzenie, można kupić taniej! Jak się okazało prawie we wszystkich sklepach.
Zaczęłam się zastanawiać jak działa tu ekonomia. Cały dzień nie ma klientów. Żeby ich zachęcić należałoby dać zniżkę. A tu zniżka jest później. Gdzie sens? Widzę dwie możliwości. Po pierwsze tradycyjnie posiłek wieczorny je się z rodziną. Może więc chodzi o to, żeby wyciągnąć klientów z domu. I ten tłum zrekompensuje straty. Druga możliwość to dopłaty. Zachęca się ludzi, żeby przestrzegali postu, bo taniej jest jeść wieczorem. A właściciele sklepów i restauracji dostają pieniądze od rządu.
Byliśmy też na kolacji. Akurat w tej restauracji ceny były jak zwykle. Szybko pojawił się kelner z dzbankiem herbaty. Chyba się pomylił, bo nikt herbaty nie zamawiał. Cóż, zamawialiśmy piwo. Pite z filiżanki smakuje zupełnie inaczej.
O Ramadanie pisałam też TUTAJ
poniedziałek, 5 czerwca 2017
Cuda ekonomii
Indonezyjska ekonomia mnie zadziwia. Azjatycki tygrys ma jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek. Nie bez powodu jest członkiem G20. Ale jak to możliwe? Robią wszystko wbrew temu co wiem o ekonomii. Wprawdzie uczyłam się ekonomii politycznej socjalizmu, nie wiem jakim cudem zdałam egzamin, ale przecież pamiętam co to popyt i podaż. Jak to działa w Indonezji? Inaczej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
