sobota, 19 września 2026

Przerwa na Portugalię.

    Przerwa dość spontaniczna, prawie nieplanowana. A było to tak.    

    Rok temu gościliśmy Brazylijczyków żyjących trochę u siebie, trochę w Portugalii. Umówiliśmy się na kolejne spotkanie wiosną. Jakoś tak zeszło... Aż Sandra napisała, że tylko do połowy września są w Porto i kiedy ich odwiedzimy? To nas zmobilizowało i prawie spontanicznie wyruszyliśmy.

    Wylądowaliśmy w Lizbonie. Baaardzo długo czekaliśmy na bagaż. Portugalczycy są wyluzowani. Walizki wjeżdżały po 2, czasami po 3. Może nosili je w rękach? Baliśmy się, że nie zdążymy na autobus do Fatimy. Zdążyliśmy. Na kawę czasu zabrakło. Za to zajrzałam do ciekawych miejsc na lotnisku. Czyli toalet. I trochę zrobiło mi się wstyd za te na Okęciu. Bo u nas tylko 2 oczka, więc tłoczno i brudno. A tak wygląda najlepsza toaleta na lizbońskim lotnisku. Urzekła mnie po prostu, chociaż nie wiem czy jakiekolwiek stworzenie chce korzystać.


        W końcu, prawie po godzinie odebraliśmy bagaż i biegiem do autobusu. Jakieś stały na przystanku, ale który to nasz? Po czym poznać? Tabliczek z kierunkiem nie było, zapytani ludzie nie mówili po angielsku, ale zrozumieli o co pytamy, kazali czekać. W końcu podjechał. Kierowca się zdenerwował, że nieodpowiednio leżą walizki, ale w czym był problem nie wiem, bo portugalskiego nie znam. Szczęśliwie dojechaliśmy do Fatimy. Jechaliśmy autostradą, widoki żadne, nic mi się nie kleiło z moimi wyobrażeniami. Fatima też nie taka jak zapamiętałam z poprzedniej wizyty. Czy aż tak się zmieniła, czy pamięć płata mi figle? Miasteczko bardzo nijakie. Ale za to spacer Drogą Krzyżową wśród drzew oliwnych do domów pastuszków- przeuroczy i relaksujący. Lunch w rodzinnej knajpce, z przemiłą obsługą. Było nawet odręcznie spisane po polsku menu. Wybraliśmy bakalhau (dorsza) oczywiście. Pyszny!

    Następnego dnia- Porto. Długi spacer wąskimi uliczkami, wśród pięknych kamienic ozdobionych kolorowymi płytkami. Kawa (pyszna i tania) i tradycyjne pastel de nata, czyli ciastko z budyniem. Nie ma czym się zachwycać. Słodkie, z wierzchu chrupkie, w środku miękkie. Ciekawostka i tyle. Na lunch francesinha- tost z dużą ilością mięsa w środku, z serem i jajkiem sadzonym na wierzchu, pływający w sosie pomidorowo-piwnym. Spróbowałam i więcej nie chcę. 

    Najważniejsza była wizyta w księgarni Lelo. Przepiękne miejsce, do którego ustawiają się kolejki, chociaż wstęp kosztuje 16 euro. Chciałabym wejść tam po zamknięciu, żeby się napawać bez tłumów. Na pamiątkę nabyłam "Małego księcia'. Dwie, bardzo ładnie wydane książki. Jedna po angielsku, druga po portugalsku. Może to początek wielojęzycznej kolekcji mojej wnuczki? 

 Podobał mi się sklep z sardynkami w puszkach. Trochę jak wyjątkowo duży, oldschoolowy sklep z zabawkami. A puszki takie, że szkoda niszczyć. Dzieła sztuki po prostu. Żeby zachować ich urodę można otwierać od strony denka. 


    Potem już tylko Lizbona. Trochę przypominała mi Tbilisi. Szerokie aleje wysadzane platanami, po obu stronach piękne kamienice w stylu art deco. Wąskie, klimatyczne uliczki też były, a jakże. No i oczywiście koncert fado. Zachwycający. To naprawdę nie jest muzyka do kotleta. Trzeba przeżywać w skupieniu. Weszliśmy też do najstarszej działającej księgarni na świecie. Bardzo rozczarowująca. Kilka pomieszczeń, w pierwszym oryginalne regały z książkami, pozostałe bez polotu. 


     Sporo widzieliśmy, dużo zostało na następny raz. Ale czy będzie?

20 komentarzy:

  1. Ależ przyjemnie się z Wami podróżuje, nawet siedząc w domu 😊 Tyle w tej opowieści drobnych obserwacji, humoru i prawdziwego zachwytu tym, co niespodziewane. I chyba właśnie takie spontaniczne wyjazdy zostają w pamięci najdłużej. Portugalia dostała od Was solidną porcję ciekawości i uważności ❤️ A „Mały Książę” po portugalsku jako początek kolekcji wnuczki – cudowny pomysł! Teraz pozostaje tylko pytanie: czy będzie następny raz? Mam nadzieję, że tak, bo czuję, że jeszcze sporo historii macie tam do odkrycia 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Chciałabym wrócić. Jest tyle do zobaczenia, nie tylko w Portugalii, że czasu może brakować

      Usuń
  2. No super wyprawa, a na bagaże w Poznaniu tez się długo czeka!
    Księgarnia przepiękna, przypomina bibliotekę w Rogalinie:-)
    Sklep z puszkami rybnymi widziałam w jakimś programie podróżniczym, całe ściany puszek!
    Książki w obcych językach to świetna zachęta, wnuk koleżanki nauczył sie kilku języków, bo wygrywał rózne olimpiady , gdzie nagrodą był wyjazd, a nauka przychodzi mu łatwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekać na bagaż godzinę zdarzyło nam się w Indonezji tylko raz. Mam nadzieję, że to nie jest norma.

      Usuń
  3. Zajrzałam, bo tak robię, gdy na moim blogu zamieszcza komentarz ktoś nowy. Bardzo podoba mi się Twój opis podróży po Portugalii. Nigdy nie byłam w obcym kraju, ale odnoszę wrażenie, że w porównaniu z innymi krajami, Portugalia jest mało popularna. Tym ciekawsze są informacje o niej. Życzę, żeby chęć ponownego odwiedzenia Portugalii się spełniła i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jestem nowa. Miałam przerwę, próbuję wrócić. 😇

      Usuń
  4. No i to jest podróż bez obowiązkowego klękania przed każdą atrakcją. Pastel de nata dostało ocenę bez litości, księgarnia w Lizbonie też nie została oszczędzona, za to puszki sardynek zrobiły karierę, której zapewne same się nie spodziewały. Portugalia w tej relacji wyszła bardzo po ludzku: trochę zachwyca, trochę marudzi pod nosem i zostawia kilka powodów, żeby jednak kiedyś sprawdzić ciąg dalszy. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie jest życie przecież- trochę zachwycające, a trochę wręcz przeciwnie

      Usuń
  5. Dobrze, że zdążyliście na ten autobus do Fatimy. Zawsze to mniej stresu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się , że wróciłaś do pisania, masz zmysł obserwacji i lekkie pióro, więc czyta się wspaniale. W Portugalii nie byłam, dlatego czytałam z zainteresowaniem Twój reportaż z pobytu w tym kraju.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń

  7. Byłam w Lizbonie przy okazji Światowych Dni Młodzieży w tym mieście. Bardzo mi się podobało. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie mi dane być w tym mieście. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Wreszcie i ja Tu dotarłam. Nie byłam i nie będę, ale ta toaleta na lotnisku.....wzbudziła moją ciekawość...więc to byłby dobry powód :-)Najprawdopodobniej bym się zlała , nie tylko potem, zanim bym się zorientowała o co chodzi....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, zaraz zlała. Piesek na drogowskazach i drzwiach był narysowany :)

      Usuń
    2. A ja się zastanawiałam jak tu nie zanieczyścić trawnika:-), hi,hi, ha, ha, ha

      Usuń
    3. 😂 Trawnik właśnie po to jest!

      Usuń
    4. Dla psiaków tak, ale myslałam o sobie 😭

      Usuń