poniedziałek, 24 lipca 2017

Śmiechu (nie)warte



   Koleżanka Indonezyjka przesłała mi dowcip.
Matka odwiedza córkę. Wchodzi i widzi zdenerwowanego zięcia, pakującego w pośpiechu walizki. "Co się stało?"-pyta. "Co się stało? Powiem Ci co się stało. Wysłałem do żony maila, że wracam dzisiaj z delegacji. Wchodzę do domu i zgadnij co zastaję? Tak, Twoją córkę, moją żonę, z facetem w naszej sypialni! To niewybaczalne, to koniec naszego małżeństwa, mam dość. Wyprowadzam się!"

"Uspokój się"- mówi teściowa. "Coś bardzo dziwnego się tu  dzieje. Moja córka nigdy by czegoś takiego nie zrobiła! Musi być jakieś proste wytłumaczenie. Natychmiast pójdę do niej i dowiem się o co chodzi"
Chwilę później teściowa wraca szeroko się uśmiechając "Mówiłam, że musi być proste wytłumaczenie. Ona nie dostała Twojego maila!"
   Poczucie humoru  wszyscy jakieś (większe lub mniejsze) mamy. Ale nie wszyscy śmiejemy się z tego samego.
Od czego to zależy? Między innymi od naszych doświadczeń, wiedzy, umiejętności kojarzenia faktów. Czy można mówić o narodowym poczuciu humoru? Nie lubię takich uogólnień. Tak zwany angielski humor nie rozśmiesza wszystkich Anglików, mnie akurat bawi. A Indonezyjczycy? Co ich śmieszy?
   Na pewno nie moje dowcipy. Czasem to wina języka. W dowcipie ze wstępu widać, jak wielu objaśnień potrzebują (nie jest to dosłowne tłumaczenie, sporo skróciłam). Również w tutejszych sitcomach dowcipy sytuacyjne są wielokrotnie powtarzane, ba, pokazywane w zbliżeniach (np. stopa gapy, która potyka się o linkę. Gapa, nie stopa. Ach, ach, jakie śmieszne)
   Ale częściej po prostu nie rozumieją, że żartuję.
Znacie test dwóch identycznych delfinów? Im więcej widzisz między nimi różnic, tym bardziej należy Ci się urlop.
Zdjęcie z internetu
Reakcja moich koleżanek: "Przecież to jest krowa". Więc brnę dalej, tłumaczę jak bardzo koleżanki są zmęczone skoro widzą krowę, że ja widzę delfiny itd. Bez skutku. Poddaję się.
   Dyskutujemy czy do naszego klubu (Women's International Club) mogą przychodzić mężczyźni. Koleżanka stwierdza, że instruktor brydża jest mężczyzną. "Jesteś pewna?"- pytam z przekąsem. "Tak, widziałam go. Mister X jest na pewno mężczyzną." " Ale sprawdzałaś dokładnie?"- słowo "sprawdzałaś" podkreślam. "No oczywiście, że to jest mężczyzna". Nie brnę dalej. Poddaję się.
   Zwiedzamy chińską świątynię. Koleżanki odpoczywają na schodach. Idę w ich kierunku i mogłabym zrobić ciekawe zdjęcie, bo przypadkowo usiadły w identycznych pozach. Tylko jedna była zwrócona do mnie lewym bokiem, a nie jak pozostałe - prawym. Psuło to wrażenie. Powiedziałam jej o tym. Zerwały się wszystkie, zupełnie nie rozumiejąc o co mi chodzi. Myślały, że chcę usiąść na ich miejscu.
   Koleżanka zamieszcza na grupowym czacie to:

Mąż wysyła SMS do teściowej "Twój produkt (córka) nie umie gotować" Teściowa odpisuje "Produkt sprzedany. Termin gwarancji minął. Producent nie bierze odpowiedzialności"

A chwilę później zmieniamy temat i rozmawiamy o tym, że zostałyśmy zaproszone na lunch. Wyrażam nadzieję, że córka gospodyni nie będzie gotować. Reakcja: "Co jest nie tak z jej córką? Nieraz tam jadłam lunch i było pyszne. Mają świetnego kucharza". Długo musiałam tłumaczyć, że połączyłam dwie wiadomości, że takie mam skojarzenia. Nie jestem pewna czy pojęły.
   Wiem, że moje poczucie humoru jest specyficzne, często sarkastyczne lub abstrakcyjne. Wiem też, że opowiadanie czy tłumaczenie polskich dowcipów wyjętych z kontekstu nie ma sensu. Że zrozumienie zależy też od pewnej wiedzy kulturowej, wynika z tradycji i zwyczajów. Czasem trzeba szybko skojarzyć fakty. Trochę przeszkadza mój kolor skóry. Mam wrażenie, że czasem traktują mnie jak kogoś z kim śmiać się nie wypada. Pewne jest, że kariery kabaretowej w Indonezji nie zrobię.
PS. Rozmawiam i dowcipkuję głównie po angielsku. 

43 komentarze:

  1. I weź się tu pośmiej, człowieku! ;D Jeszcze tłumacz się z żartu, bo wszyscy patrzą na ciebie, jakbyś z księżyca nagle spadła. Ach, nawet żartować nie jest łatwo, jak widać. Miałam taką sytuację, że Ukrainiec zapytał mnie o zupę. I jak powiedziałam mu, że chodzi o pomidorową, tak wszyscy Ukraińcy, którzy to usłyszeli zaczęli się śmiać, a ja nie wiedziałam, co ich tak bawi w zupie pomidorowej, która przecież u nas jest powszechna i zupa nikogo nie bawi xD.Czasem nawet we własnym kraju trafia się na ludzi pozbawionych poczucia humoru, i to jest dopiero masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jest śmiesznego w zupie pomidorowej? POMIDOR! Hahaha.
      Czy Twoje pokolenie bawiło się w "Pomidora"?

      Usuń
    2. Pewnie, że się bawiliśmy! ;D

      Usuń
    3. Uf, to rozumiesz dowcip

      Usuń
  2. To prawda, poczucie humoru bywa zwodnicze, na pewno różnice leksykalne mają znaczenie. Poza tym, każdy ma inne poczucie humoru i nie wiem czy narodowość tu decyduje. Znam osoby, które na przykład nie uznają dowcipów na swój temat, a wiele spraw traktują śmiertelnie poważnie, ciężko sie z nimi komunikować...
    Przypomniałaś mi humor, powiedzmy angielski:
    Przychodzi koń do pubu, siada przy barze i prosi herbatę z cytryną. Barman podaje, koń wypija i wychodzi. Inny klient przybiega do barmana i pyta: pana nic nie zdziwiło?
    A zdziwiło, odpowiada barman, zamówił herbatę z cytryną, ale bez mleka!
    Pozdrawiam w dobrym humorze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha!
      Mam wrażenie, że Indonezyjczycy wszystko traktują może nie poważnie (bo lubią się śmiać), ale dosłownie. Zupełnie by Twojego dowcipu nie zrozumieli, a ja nawet bym nie umiała go wytłumaczyć

      Usuń
  3. Każdego, weekendowego ranka rozmawiam przez telefon ze swoim bratem, który mieszka w innym mieście. Rozmawiamy długo o ... niczym, o głupotach, wymyślamy pierdoły i tworzymy słowne absurdy tylko po to, by dobrze, czyli wesoło zacząć dzień. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której z żoną, bratem i z kumplami będziemy rozmawiać wyłącznie o życiu, pracy i takich tam. Może zabrzmi to źle, ale jak ognia unikam ludzi bez poczucia humoru, gdyż się ich po prostu boję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tubylcy lubią się śmiać, ale absurdów, słownych pierdół nie rozumieją.
      Rzeczywiście można się zanudzić.

      Usuń
  4. Bardzo lubię przebywać w towarzystwie, w którym jest tzw. zabawiacz, potrafiący sypać dowcipami, zabawiać śpiewem, włączaniem ludzi w krąg zabawy. Coraz trudniej kogoś takiego spotkać, a zwyczajne rozmowy dotyczą najczęściej chorób, problemów życiowych, czy zawodowych. Może tylko jak mam takiego pecha?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze o polityce się mówi, chociaż to niebezpieczne.
      Mój pech jest większy. Rolę zabawiacza przejmuje mój mąż, a ja muszę po raz tysiąc pięćset sto dziewięćsetny słuchać jego historyjek. I tylko mnie to nudzi!

      Usuń
  5. Żarty żartami, ale widzę, że należy mi się dłuuuugi urlop!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłego odpoczynku!

      Usuń
    2. Że należy się, to wcale nie znaczy, że będę miał, niestety...

      Usuń
    3. Nawet jak przedstawisz dowody, że się należy?

      Usuń
  6. Tak to właśnie jest z pewnymi różnicami między narodami. Ale jeśli przez nie powstają ciekawe czy śmieszne sytuacje, to nie ma w tym nic złego. Poza tym różnorodność jest potrzebna na świecie.

    Pewnie, każdy z nas powinien zawsze pomyśleć ze dwa, a lepiej trzy razy zanim coś zrobi. Bo konsekwencje mogą być dużo gorsze od tej chwili zastanowienia się.

    Hmmm... spróbuję może od sierpnia uda mi się jakoś może zbiorczo podawać co ciekawsze święta.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnorodność jest nie tylko potrzebna, ale też fajna. Tylko zaczyna to już być żenujące.

      Usuń
  7. Kiedyś gdy byłam w Luksemburgu w rozmowie z jego mieszkańcami użyłam słowa "większa połowa"/po angielsku/. A oni się roześmieli i powiedzieli, że u nich nie ma większej połowy tylko ... trzecia połowa.
    Z tego wniosek, że tak jakby poczucie humoru mieli podobne do naszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę sprawdzić jakie połowy mają tutaj

      Usuń
  8. Ludzi bez poczucia humoru trzeba omijać, ponieważ zatruwają nie tyle siebie, co innych. Pewnie, że niektórzy mają specyficzne podejście i co innego ich śmieszy, niemniej jednak wolę ten rodzaj humoru niż żaden. Niektórzy nie łapią w lot i dopiero tłumaczenie pomaga albo i nie.
    https://www.youtube.com/watch?v=3bZ9ypZ_et4

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumaczenie nie pomaga. Dowcip tłumaczony przestaje być śmieszny. A ten o Awasie jest w ogóle nieprzetłumaczalny. Rzeczywiście często czuję się jak Fronczewski.

      Usuń
  9. No tak to juz jest - mam takie wrażenie, że czasem to nie tylko kwestia wrodzonego poczucia humoru, ale wszystkich róznic kulturowych, chociazby kwestia jakie dobranocki się oglądało w dzieciństwie i co było w elementarzu. No i ta dosłowność... a jeszcze obcy język, w którym sa inne idiomy. Ja tylko raz opowiadałam dowcip po angielsku, więcej nie próbowałam, bo poległam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, o opowiadaniu dowcipów nie ma mowy. Ale drobne, przyjacielskie żarciki się zdarzają

      Usuń
  10. Wiesz, nieraz poczucie humoru jest nieocenione. Wolę dowcipnego nieraz szydercę niż ponuraka patrzącego na obrazek i mruczącego z dezaprobatą "PRZECIEŻ TO KROWA"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Indonezyjczycy ponurakami na szczęście nie są. Po prostu śmieszy ich coś innego.
      Miło, że zajrzałaś

      Usuń
    2. Zawsze zaglądam - ale dwóch identycznych delfinów jest śmieszne :) dobrze, że nie są ponurakami, bo życie wśród takich to udręka

      Usuń
    3. W ogóle mam wrażenie, że łatwiej jest się śmiać kiedy świeci słońce.

      Usuń
  11. W niektórych aspektach życia jest zapewne za dużo różnorodności. Jednak ogólnie jest potrzebna, bo czyni świat ciekawym, a my możemy się zachwycać (albo i nie) innymi kulturami.

    :)

    Czyli jednak nazwa, że to wyspa jest dobra.

    Pewnie tak, w końcu policja robi bardzo dużo dobrej roboty na świecie i święto się jej należy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że policjantom świętowanie się należy!

      Usuń
  12. Mój mąż Anglik któregoś razu poprosił mnie żebym powiedziała alfabet po angielsku, bo chce coś sprawdzić. Kiedy doszłam do litery t, przerwał mi wołając- yes please! I miał z tego taki ubaw, że prawie płakał ze śmiechu. Ale kiedy podczas urlopu szukalismy na turystycznej mapce oliwskiego ZOO, a on ucieszył się, że znalazł pierwszy wskazując na sp.zoo, wcale nie rozumiał mojego wybuchu śmiechu, nawet jak mu już wszystko wyjaśniłam. Z obcokrajowców najlepiej żartowało mi się z koleżanką Litwinką, do tego po
    polsko-rusko-angielsku;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu ti tu rum tu tu! Musiałam zapisać fonetycznie, inaczej nie jest śmieszne.

      Usuń
  13. Sarkastyczne i abstrakcyjne poczucie humoru - brzmi jak moje. :)
    W angielskim bardzo lubię żarciki językowe i kładące nacisk na wymowę słówek. Moim ulubionym (tak - nadal mnie bawi) jest:

    A bike can't stand alone because it's two-tired.

    Pozdrawiam i dużo uśmiechu życzę! M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brytole mają brzydką skłonność do wyśmiewania cudzych potknięć językowych. I to nie jest fajne. Ale żarciki językowe jak najbardziej. Twój rower jest świetny!

      Usuń
  14. Nie wiem czy na świecie jest święto dla wielu innych ważnych pracowników: strażaków, lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli, kierowców itp. itd. Pewnie zdarza się tak, że jakaś profesja może być z jakichś przyczyn pominięta. A im też potrzeba wytchnienia i spojrzenia z innej strony na to co robią. Po to też są pewnie takie święta wszelakie, by można było zapoznać się z zawodem.

    Tak to już bywa, że jedna osoba wymyśla coś ze szczerymi intencjami, a druga wykorzystuje pomysł do niecnych działań. Tak to już chyba będzie do końca świata z tym postępem, że ma on ciemne i jasne strony.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Również uwielbiam angielski humor, nie gardzę również takim, który uważany jest za specyficzny. Za to nie znoszę wulgarności podanej na tacy i w nadmiarze. Fakt, że nie każdego śmieszy to samo...
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż musiałam przeczytać wpis jeszcze raz, żeby sprawdzić czy nie byłam wulgarna. Czasem trzeba rzucić mięsem, inaczej nie jest śmiesznie. Tak jak w dowcipie o marynarzu, który zgodził się opowiedzieć dowcip zastępując brzydkie słowa "hymknięciem". I mówił:"mhm mhm yhym.Yhym mhm yhym. Mhm yhym mhm dupa"

      Usuń
  16. Cóż z jedną rzeczą się nie zgodzę każdy to ma rzyć, poczucie humoru niestety nie ;) kwestia jest bardzo subiektywna i prawdą jest, że dwie osoby o odmiennym poczuciu humoru nigdy w pełni się nie zrozumieją.
    cienias jestem w opowiadaniu kawałów, ale ten uwielbiam.
    Lekcja religii, zakonnica pyta dzieci:
    - co to jest? Małe, rude i skacze po drzewach.
    Zgłasza się nie kto inny tylko oczywiście Jasiu. Zakonnica deleguje go do odpowiedzi.
    - no ja bym powiedział, że to wiewiórka, ale znając Siostrę to pewnie Jezus :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowcipny inaczej też nie?
      Jasiu wymiata, jak zwykle.

      Usuń
  17. Co człowiek to inne poczucie humoru.
    Nie każdy może mieć mòzg wielkości planety...
    Pozdrawiam
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że to kwestia wielkości mózgu?

      Usuń
  18. I to jest całkiem dobre święto. Co jak co ale szminka jest dla wielu pań jedną z ważniejszych rzeczy w torebce i nie tylko.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szminkę w torebce mam. A że o niej nie pamiętam to inna sprawa. I to też mnie różni od Indonezyjek. One zawsze są gotowe na zostanie gwiazdą: szminka, sztuczne rzęsy, obcasy do nieba.

      Usuń
  19. mój mąż pochodzi z rodziny ponuraków biorących wszystko dosłownie a ja lubię bawić się słowem, wygłupiać i używać przenośni, dlatego jestem uważana przez nich za głupią wariatkę a mojemu mężowi współczują takiej żony, choć przecież głównie śmieję się z samej siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mąż Cię chyba rozumie? Nie wyobrażam sobie inaczej

      Usuń