wtorek, 11 lipca 2017

Retro

   Urodziłam się 100 lat za późno. Moje czasy to belle epoque, secesja, jedwabie, muśliny, tiurniury, koafiury, kapelusze. Do tego smaczki cesarsko-królewskie. Ciągnie mnie  w tę stronę, i mimo woli to przyciągam. Aż w końcu spotkałam profesorową Szczupaczyńską. Uwiodła mnie, albo raczej pozwoliłam jej się uwieść.
   Na pierwszy rzut oka- wypisz, wymaluj Dulska (którą zresztą też uwielbiam). Czyli krakowska matrona z ambicjami. Dom prowadzi w sposób, którego ja nigdy nie osiągnę. Nie dlatego, że nie mam kucharki, ale ze względu na organizację. Profesorowa planuje obiady na tydzień i od razu przelicza czego i ile musi kupić. Przy czym jest po krakowsku oszczędna. Dba o to, by dobrze o niej mówiono, więc bywa tam gdzie (i z kim!) wypada być widzianym. Przy każdej okazji wymienia utytułowane osobistości, z którymi miała okazję zamienić słowo (nawet, jeśli to było tylko powitanie). Na mszę chodzi wyłącznie do Kościoła Mariackiego i wyłącznie na sumę. Wtedy jest najlepsza okazja do obserwowania kto jakim pojazdem zajechał (albo, nie daj Boże, przyszedł), z kim usiadł, jak jest ubrany. Oraz komu i z kim trzeba się pokazać, do kogo zagadać. Zajmuje się dobroczynnością, ale nie z potrzeby serca, a dlatego, że tak wypada. Jest to też pretekst do poznania możnych krakowskiego światka. A także okazja do popychania męża po stopniach kariery. Bo to głównie dzięki żonie i jej znajomościom ten mało zdolny lekarz robi karierę naukową. 
   Ale jednak nie do końca Dulska. Bywa przenikliwa i dowcipna. Na kulturę nie skąpi. Do teatru chodzi (chociaż głównie z powodów towarzyskich). Interesuje się światem. Wprawdzie często jest to zainteresowanie plotkarki, ale kojarzy fakty, wyciąga wnioski i wyraża własne opinie. Ba, od czasu do czasu udaje jej się rozwiązać zagadki kryminalne! 
   Do takiego świata się przeniosłam dzięki Maryli Szymiczkowej ( a może Jackowi Dehnelowi i Piotrowi Tarczyńskiemu)) i "Tajemnicy domu Helclów". Nie rozwiązanie zagadki było dla mnie najważniejsze, a atmosfera i zaułki Krakowa końca XIX wieku. I prawie nie zauważyłam kilku detali, takich jak zamiana Barbary na Annę (cywilne imię jednej z zakonnic), czy rozciągnięcia miesięcy na lata (raz mąż bohaterki jest profesorem od wiosny, raz od kilku lat). Ale to drobiazgi, które nie psują przyjemności czytania. 
   A czytając wciąż nasuwały mi się skojarzenia z Indonezją. Bo tutaj pozycja męża wyznacza Twoją wartość. Również to kogo znasz, z kim pozujesz do zdjęć, na jakie imprezy jesteś zapraszany i w którym rzędzie Cię sadzają. Dla własnego dobra sam się ustawiaj na przedzie. Nie popisuj się swoją skromnoscią. Tutaj to nie cnota, a słabość. 

41 komentarzy:

  1. Pisałam o profesorowej Szczupaczyńskiej, bo i mnie ona uwiodła ( stosik marcowy 2016). Poszukaj drugiej części - ma tytuł Rozdarta zasłona ( stosik styczniowy 2017).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś mi umknęło, że pisałaś. Drugą część przeczytam jak będę w Polsce- jest w mojej bibliotece, a wolę papierową wersję.
      Dopisałam jeszcze jeden akapit już po Twojej wizycie- przepraszam!

      Usuń
    2. Ależ dopisuj ile chcesz:). Profesorowa Szczupaczyńska jakoś te indonezyjskie zwyczaje chyba znała:):):) - a swoją drogą to straszne, że to mąż świadczy o kobiecie... i jakie ciekawe jest różne na świecie podejście do skromności....

      Usuń
    3. Zastanawiam się czy znała czy może to po prostu normalne stadium rozwoju cywilizacji. Co by świadczyło o tym, że zaszliśmy dalej, chociaż z nienajlepszym skutkiem

      Usuń
  2. Cóż.. Ja jestem zakochana w epoce wiktoriańskiej - bardzo mnie zachwyca i zadziwia. Dyliżanse, statki parowe i najważniejsze - morderstwa! A literatura to już w ogóle.. Słynny Sherlock Holmes się wtedy narodził (a o nim to mogę pisać non stop!).
    Niesamowite jest to, że książka potrafi przenieść nas w całkowicie inny świat. Życzę dużo książkowych (i nie tylko!) podróży!
    Pozdrawiam serdecznie, M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłam się tego po Tobie spodziewać ;) Lubię wiktoriańską bizuterię.
      Dziękuję.

      Usuń
    2. Oj, no jestem troszkę przewidywalna. :D Kiedyś nawet usłyszałam, że zamiłowanie do epoki wiktoriańskiej ze mnie emanuje. :D A wcale nie ubieram się w takim stylu! Biżuteria i ubiory wiktoriańskie są obłędne! Gdybym mogła podróżować w czasie....

      Usuń
  3. Secesje także lubię i te piękne suknie lat 20-30ych. Nie wiem czy chciałabym żyć w tamtych czasach, bo gdyby okazało się, żem z plebsu, to raczej nieciekawe życie by mnie czekało, ale pomarzyć można...
    Dziś, może inaczej, ale także spotykam się z takim taksowaniem ludzi na lepszych i gorszych...
    książkę opisałaś wspaniale, gratuluję ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Ocenianie ludzi jest chyba naturalne. Problematyczne mogą być kryteria oceny. Bo przecież nie staję się lepsza dzięki temu, że mam zdjęcie z żoną prezydenta Indonezji. A tu nie tylko ja zyskałam, ale i mój kierowca urósł.

      Usuń
  4. Nareszcie zrozumiałem dlaczego moja pozycja jest tak niska... Nie mam męża!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat łatwo nadrobić. Tylko musisz uważnie wybierać. A tymczasem możesz się chwalić, że znasz kogoś (mnie) kto uścisnął rękę komuś (Pierwsza Dama Indonezji), kto witał się z Barackiem Obamą. Nie byle co!

      Usuń
  5. Świetny wpis, myślałam ,że to rzeczywiście się dzieje w dzisiejszych czasach :-))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nawet nie wiem w jakich czasach się osadzić, czy to już było, czy dopiero będzie? Mnie tęskno do epoki miecza, magii i smoków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie było. Ale na Sumbie, dla przykładu, wciąż jest. I miecze, i magia wszędzie. A jakiego smoka miałam na suficie, to się w głowie nie mieści

      Usuń
  7. O jej! Jak ja lubię takie klimaty w filmach oglądać, podziwiać te stroje, budynki. No cudo. Hmm, wolę skromność niż chwalenie się i nie chciałabym, żeby to pozycja męża wyznaczała moją wartość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo podobne upodobania mamy. Też wolę skromność, ale tu jest ona odbierana jako słabość. Muszę się nauczyć stawać w pierwszym rzędzie i nie przepuszczać nikogo w drzwiach.

      Usuń
  8. Straszna ta profesorowa. Nie znoszę takich ludzi. Ale widać w Polsce wiele jeszcze takich typów.Sztucznych, zakłamanych, nienaturalnych.
    Z pewnością przeczytam tę książkę.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej! A wydawało mi się, że sympatycznie ją opisałam. Ona w gruncie rzeczy nie jest hipokrytką. I na pewno nie jest sztuczna. Jej śmiesznostki mnie po prostu śmieszą. Ale lepiej przeczytaj, może zmienisz zdanie.
      Taka już natura ludzka, że kreujemy się na lepszych niż jesteśmy. W internecie możemy nawet zmienić płeć

      Usuń
  9. We wczesnej mej młodości, Ewo, lokowałem się w epoce "Drang i Sturm Periode", potem wraz z burzą hormonów stałem się fanem francuskiego naturalizmu (och, śniłem o Nanie!).
    A co teraz, gdy desperacko pielęgnuję żałosne resztki mej męskiej urody?!
    Nie wiem nawet, czy chciałbym, tak jak Ty żyć w tropikach, kiedy to tropik kojarzy mi się jedynie z przewiewnym męskim garniturem, a rzadziej z podszyciem namiotu?!!!
    Natomiast niezmiennie mam alergię na panie Aniele D.!:
    "Wolę durniem być i chamem
    Niźli panem Felicjanem"!
    (Arthus Clatterus Iuve)
    pozdrawiam ściskam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, Andrzeju, że wszyscy przechodziliśmy mniej więcej przez to samo. Zwłaszcza "Drang&Sturm".
      Tropiki mnie dopadły całkiem niespodziewanie. I (też niespodziewanie) chwalę sobie.
      Aniela D. byla prekursorką fitnessów. Właśnie wróciłam z Kopca Kościuszki, gdzie kilku Felicjanów pielęgnowało urodę biegając jak chomik w kołowrotku.
      Serdeczności

      Usuń
  10. Klimaty, które opisujesz, są mi zupełnie obce. Moja przyjaciółka kochała koronki, falbanki i takie tam bzdety. Ja od zawsze kochałam prostotę i funkcjonalność. Kiedy wychodziłyśmy razem na dyskotekę np., była z nas dziwaczna para :) Nigdy to jednak nie przeszkadzało nam obdarzać się wzajemną sympatią. Może dlatego, że każda wyrażała siebie szczerze i uczciwie. Także przez ubiór.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bo to, że się różnimy jest piękne! Czy ja się nie powtarzam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trochę, ale za to jak mądrze :)

      Usuń
  12. Sytuując się na pewnym poziomie towarzyskim wypada bywać tam, gdzie bywają znaczący ludzie, dziennikarze z kolorowych pisemek, celebryci. Jak widać dzieje się tak nie tylko u nas.
    Dziękuję za chwile spędzone przy czytaniu posta i komentarzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie:)

      Usuń
  13. Zacny wpis według mnie.

    Wydaje mi się, że powodów studiowania może być tyle, ilu studentów na danym kierunku. :) Mi jak na razie wystarczą moje studia, bowiem dotykają zagadnień, które są dla mnie interesujące. Kiedyś myślałem bardziej nad politologią lub socjologią, ale administracja też spełniła moje zapatrywania na to, co potem można robić.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.

      Jest tyle interesujących rzeczy do studiowania! Nie tylko w kontekście tego co później. Zresztą, są ludzie, którzy po prostu lubią się uczyć

      Usuń
  14. To fakt, jednak ja po tych studiach porzucę chyba na jakiś czas taką sformalizowaną naukę. Już wystarczy według mnie. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trzeba coś zmienić. Powodzenia!

      Usuń
  15. I to jest właśnie to, czego tak nie lubię w Polsce (niezależnie od epoki), czyli "wypada" i "co ludzie powiedzą?". Mam kolegę, który od maja jest w nieustającej trasie komunijno-weselnej. Narzeka, rozpaczliwie liczy pieniądze, ale jeździ, bo ... wypada i co rodzina powie? Kompletnie tego nie rozumiem i już dawno temu poinformowałem wszystkich zainteresowanych, że nie bywam na tego rodzaju uroczystościach, więc przestali mnie zapraszać, ale o dziwo nie pozrywali kontaktów, więc jak widać - można:) A książkę z przyjemnością przeczytam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli "wypada" jest jedyną motywacją to słabo. Ale to nie tylko polska specjalność.

      Usuń
  16. Interesujący opis książki, byłam przekonana, że piszesz o wydarzeniach w których brałaś udział;) W formie lekkiej, prześmiewczej lubię takie osoby, ale nie w prawdziwym życiu. Może książkę gdzieś upoluję;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Jest też druga część. Warto upolować

      Usuń
  17. Jak dla mnie to ważna zasada, aby co jakiś czas próbować czegoś nowego w życiu.

    Sądzę, że władze Syrii spróbują dociec jak to się stało, że ta Niemka tak wybrała. Masz rację, należy zawsze myśleć o konsekwencjach, widać akurat ona nie pomyślała i teraz dopiero pojawi się oprzytomnienie (albo i nie).

    Pozdrawiam!
    Mozaika Rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie rzadko myślą o konsekwencjach. Ważne, żeby się przed nimi nie uchylali

      Usuń
  18. No i teraz mam do siebie żal, że mi umknęło kim jest Twój mąż ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głównodowodzącym przecież. Ale to ja jestem ważniejsza- częściej bywam w Pałacu Prezydenckim.

      Usuń