wtorek, 23 czerwca 2015

Parasolki

Czytam sobie Murakamiego, bo się stęskniłam. I trafiam na coś czego wcześniej nie zauważyłam:

Położyła na stoliku kluczyk od schowka na parasole i nie patrząc w kartę, zamówiła sok pomarańczowy.

Schowek na parasole? Z kluczykiem?
Ha! Wynalazek japoński. Pierwszy spotkaliśmy w dziwnym miejscu- salonie Pachinko. To taka wielka hala z automatami do gier. Automaty stoją w rzędach, przed każdym fotel, a końca rzędu nie widać. Wszędzie pełno tych salonów. Wypełnionych!  


A w przedsionku skrzynia, z której wystają rączki parasoli, równo jak na apelu. Każda rączka zabezpieczona zamkiem. Uśmialiśmy się, ale dziwne miejsce to i zwyczaje dziwne. W restauracji już się nie dziwiliśmy. A tu się okazuje, że to powszechna praktyka. Ale po co? Kradną?  Raczej zabierają przez pomyłkę. Albo zapominają zabrać, bo pogoda piękna, a parasoli sporo. Chociaż...  przecież oni przed słońcem też się chowają. 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza