środa, 9 sierpnia 2017

Zapraszam do stołu

   Gdzie w Indonezji można zjeść? Wszędzie! Tubylcy uwielbiają jeść poza domem. Jedzenie to świetna okazja do spotkania się i bycia razem. A miejsce zależy od zasobności portfela.

piątek, 4 sierpnia 2017

Mau lagi?

 Chcecie więcej? Proszę bardzo!
Nie planowałam tego wpisu. Ale zainspirowałam się komentarzami pod poprzednim postem. Bo język wydał się trudny. Jak się jest nim otoczonym zewsząd, jak można się oczytać i osłuchać (nie bez kozery w takiej właśnie kolejności) to jest dużo łatwiej.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Bisa biciara bahasa Indonesia?

   Indonezja jest ogromnym krajem. 17 000 wysp siłą rzeczy musi być bardzo zróżnicowane. Na każdej wyspie żyje inna grupa etniczna. Nawet co wioska to  inna zamknięta społeczność. Z inną historią, zwyczajami, kulturą i językiem. 
   Po długiej erze kolonizacji (indyjskiej, chińskiej, arabskiej, portugalskiej, holenderskiej) w 1945 roku Indonezja została niezależnym państwem. Wspólny dla wszystkich język jest jednym z elementów zjednoczenia  różnych pod każdym względem grup.
   Język indonezyjski (bahasa Indonesia) jest językiem sztucznym. Powstał na bazie języka malajskiego, ale słychać w nim wpływy kolonizatorów. Jest to język oficjalny, uczony w szkołach, używany w telewizji i wystąpieniach publicznych, ale w wielu rejonach kraju trudno się w nim dogadać.
   Czy jest łatwy? Raczej tak. Po 3 miesiącach kursu można się nim w miarę swobodnie posługiwać w codziennym życiu. Niektórzy twierdzą, że można się go nauczyć nawet w pół minuty!


Nieustannie mnie ten filmik śmieszy. Nie będę tłumaczyć, bo przestaje być zabawny. Ale to prawda, wystarczy powtarzać pierwsze słowo, żeby prowadzić rozmowę. Chociaż niekoniecznie można się wtedy dogadać.
   Na pytanie z tytułu (Czy mówisz po indonezyjsku?) odpowiadam zwykle sidikit sidikit (odrobinę). Trochę szkoda, że nigdy nie uczestniczyłam w regularnym kursie. Uczyłam się sama i umiem tyle, żeby przetrwać. Nie zgłębiałam zawiłości gramatycznych, ale na podstawowym poziomie nie jest to potrzebne. Nie ma deklinacji, koniugacji, nie używają czasów i tego wszystkiego co naukę języka komplikuje. Używają alfabetu łacińskiego, chociaż czasem wymowa jest nieco inna od naszej.
   Liczbę mnogą tworzy się przez powtórzenie rzeczownika. I to bywa zabawne np. kwiat - bunga, kwiaty bunga bunga. Ale już hati to serce (albo wątroba), a hati hati- uważaj!
   Co jest trudne? Skróty. Indonezyjczycy są leniwi, skracają więc co się da, w różny sposób. Przede wszystkim często samogłoski są tak krótkie, że prawie niesłyszalne. Kiedyś taksówkarz mnie pytał czy chcę podjechać pod numer mpt (wymawiane właśnie tak, no,może z maleńkim a przed t). Długo się upierałam, że ma być empat (cztery) zanim załapałam, że mówimy o tym samym.
   Obcinają też spółgłoski. Jedno z moich ulubionych słów sudah (już) ma postać udah. 
   Do tego dochodzą skrótowce. Spotykane zwłaszcza w piśmie (yg czyli yang), co czyni wrzucanie SMS-a do guglowskiego tłumacza zupełnie niemożliwym. Ale czasem rozmawiamy o bepedżees (BPJS- coś jak nasz ZUS) - ten akurat już umiem rozszyfrować, ale skrótowców jest mnóstwo!
   Nauka samych słówek też nie jest łatwa. Są bardzo do siebie podobne, a niepodobne do czegokolwiek co znam. Nie mi jednej zdarzyło się zamówić w restauracji mrożoną głowę (kepala) zamiast kokosa (kelapa).
   Często z koleżankami, z którymi rozmawiam głównie po angielsku, mieszamy języki. Bo niektóre słówka indonezyjskie ładnie brzmią, albo lepiej wyrażają intencję. Moje ulubione, ze względu na brzmienie to:
tidak ada - nie ma
habis - nie ma
kosong- zero
putar balik - zawrócić
duduk- usiąść
titik- punkt
   Natomiast najczęściej używane, niekoniecznie w rozmowie z Indonezyjczykami:
sudah - już
belum - jeszcze nie
macet - korek
bukan - nie jest










poniedziałek, 24 lipca 2017

Śmiechu (nie)warte



   Koleżanka Indonezyjka przesłała mi dowcip.
Matka odwiedza córkę. Wchodzi i widzi zdenerwowanego zięcia, pakującego w pośpiechu walizki. "Co się stało?"-pyta. "Co się stało? Powiem Ci co się stało. Wysłałem do żony maila, że wracam dzisiaj z delegacji. Wchodzę do domu i zgadnij co zastaję? Tak, Twoją córkę, moją żonę, z facetem w naszej sypialni! To niewybaczalne, to koniec naszego małżeństwa, mam dość. Wyprowadzam się!"

wtorek, 11 lipca 2017

Retro

   Urodziłam się 100 lat za późno. Moje czasy to belle epoque, secesja, jedwabie, muśliny, tiurniury, koafiury, kapelusze. Do tego smaczki cesarsko-królewskie. Ciągnie mnie  w tę stronę, i mimo woli to przyciągam. Aż w końcu spotkałam profesorową Szczupaczyńską. Uwiodła mnie, albo raczej pozwoliłam jej się uwieść.