piątek, 10 listopada 2017

Czy biedny może wydawać pieniądze, których nie ma

   Zgodnie z piramidą Maslowa zaspokajamy najpierw najbardziej podstawowe potrzeby. Najpierw jedzenie i schronienie, a dopiero potem kultura czy inne wydziwiania.
Zwłaszcza, jeśli pieniędzy jest mało i na wszystko nie starcza. 

   Dyskutowałyśmy o tym przy okazji imprezy na jaką zaprosił nas jeden z sierocińców. Obchodzili piękny jubileusz -185 lat istnienia. Uroczystość odbywała się w sali konferencyjnej hotelu. Nie był to jakiś wyszukany hotel, ale porządnie wyglądający. Zaproszeni byli przedstawiciele instytucji współpracujących i wspomagających. Oraz oczywiście personel i dzieciaki.

   Zaczęło się od modlitwy i przemówień. Długo to trwało. Wszyscy siedzieli przy stołach, nogi nie bolały. O dziwo, dzieciaki nie rozrabiały. Trochę się wierciły, co oczywiste, ale nie przeszkadzały. Żywo reagowały podczas kazania pastora. Czyli słuchały. Część z nich wzięła udział w występach, to była najcudniejsza część imprezy. Potem było uroczyste krojenie torta i dmuchanie świeczek. I lunch. Znowu byłam zaskoczona jak czysto i samodzielnie jedzą nawet najmniejsze dzieciaki. Po posiłku wspólne śpiewy i tańce. Nie mogło zabraknąć mojego ulubionego Maumere i Poco Poco.
   Co mnie najbardziej wzruszyło? Dzieciaki, skradające się przy torcie, żeby zanurzyć palec w masie i spróbować. I chłopcy, którzy skorzystali z okazji i wlali sobie z dzbanka kawę. A potem kosztowali łyżeczkami. 
   Wtedy ktoś zapytał: dlaczego robią imprezę z wielką pompą, w hotelu skoro nie mają pieniędzy na naprawę dachu? Zaczęłyśmy się zastanawiać.
Bo może hotel, albo ktoś inny zasponsorował.
Bo w ich budynku lałoby się uczestnikom na głowę.
Bo goście nie czuliby się wystarczająco uhonorowani.
Bo personel nie miałby święta.
Bo dzieciaki nie zobaczyłyby innego życia, windy, hotelu, toalety. Nie skosztowałyby kawy. Nie uczyłyby się od innych, oprócz opiekunek. Nie miałyby nowych doświadczeń i marzeń. 
   Może warto czasem pomyśleć o zaspokajaniu innych potrzeb, poza podstawowymi.

26 komentarzy:

  1. Oczywiście, że warto!
    Piekny jubileusz, a dodatkowo ogromna frajda i niezapomniane przeżycie dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od czasu do czasu trzeba poświętować, choćby i bieda piszczała... Ja to rozumiem!

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację, nawet gdy na co dzień kaszanka i pasztetowa trzeba spróbować czego innego, to takie smaczki, proste radości, poza tym jubileusz zacny i uczczenia godny. Jak to się mawiało - boso ale w ostrogach, nie samym chlebem człowiek żyje, a TAKI jubileusz zapamiętają na całe życie i być może niektórzy nie będą już nigdy w takim hotelu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście dla niektórych to jedyna okazja.

      Usuń
  4. A moze przy okazji takiego jubileuszu nazbierali na ten dach. Poza tym - toż nie codziennie do tego hotelu biegają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba, że sponsorzy pomyślą, że skoro stać ich na świętowanie to po co im dawać.
      Ale masz rację, na co dzień luksusów nie mają.

      Usuń
  5. Masz rację. Dla dzieciaków pobyt w "raju" był zapewne o stokroć ważniejszy, niż cieknący dach. Poza tym, kto wie? Może dla części będzie to dodatkowym bodźcem do próby wyrwania się z nędzy. Nie wiem, jak jest w Indonezji, ale chyba nie jest to przecież całkowicie niemożliwe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak do końca nie wiem jakie są perspektywy. Mam nadzieję, że wychowanie i wykształcenie, które dostają pozwoli im spełniać marzenia.

      Usuń
  6. Zobaczyłam w restauracji kanapkę wędliną i czymś czerwonym, postanowiłam sobie kupić, choć cena była dość wysoka. Otwieram, próbuję tego z czerwonym brzegiem, a to był plasterek kiszonego jabłka. Oczywiście, po przyjściu do domu zakisiłam cały słój. Każda wyprawa czegoś uczy i coś wzbogaca.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Nie każdy zysk da się przeliczyć na pieniądze.

      Usuń
  7. Bardzo ciekawa opowieść. Ukłony

    OdpowiedzUsuń
  8. 185 lat robi wrażenie, to była wyjątkowa okazja, coś innego dla dzieci niż codzienne ich zajęcia w tym miejscu, byś może ktoś był sponsorem, ale czy nie bardziej liczy to się, jak tam było j jakie pozostały wspomnienia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla wspomnień zdecydowanie warto. Ale chyba nie wszyscy tak myślą

      Usuń
  9. Jeśli jest ważna data, to do świętowania według mnie można wszystko zrobić i pieniądze pozyskać od chętnej osoby na przykład. Skoro władze instytucji zrobiły jubileusz musieli mieć fundusz, nawet mały.

    :) Czyli każdy odbiera inaczej włoską kuchnię. O to ciekawa taka pizza może być.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś te pieniądze wyskrobali. I fajnie, że dzieciaki też w tym uczestniczyły.
      Wiesz jakie to zaskoczenie poczuć ziemniaka zamiast ananasa?

      Usuń
  10. Warto choćby po to, żeby te dzieciaki miały co wspominać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przypomniało mi się wydarzanie z życia Matki Teresy. Rzecz działa się w siedzibie ONZ gdzie ją zaproszono do dyskusji o biedzie i wychodzeniu z bezdomności, albo o czymś równie ważnym. Na stołach stały butelki wody mineralnej i być może jakieś ciasteczka. W ramach dyskusji zapytała o cenę buteleczki tej wody, którą serwowano "do woli". Prowadzący dyskusję był zakłopotany, bo nawet nie wiedział i tak w przybliżeniu podał że 2 dolary. Wtedy wszyscy dowiedzieli się co w koszcie dwóch dolarów mogliby dostać jej podopieczni, gdyby Ona miała te pieniądze. To wystarczyło za dyskusję.
    W tym przypadku, najpewniej przyjęcie finansował sponsor i dzieciaki miały przeżycie - pamiątkę ważną dla wielu na całe życie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są dwa punkty widzenia tej sprawy: albo wydajemy pieniądze na niekończące się potrzeby z podstawy piramidy Maslowa, albo zapewniamy jednorazowe wspomnienia.
      Kiedy moi synowie narzekali na posiłek i zostawiali sporo na talerzu mówiłam im, że dzieci w Afryce głodują. Ale przecież nie wyślę tej porcji do Afryki! Tak jak urzędnicy ONZ nie wysyłali wody do Indii. Odejmowanie sobie od ust nie jest sposobem na pomoc innym.

      Usuń
  12. Pewnie tak było.

    No wiadomo, w każdym miejscu, gdzie są dzieci warto aby mogły uczestniczyć w różnych tego typu uroczystościach, to ważna sprawa jest moim zdaniem.

    Jak na razie nie miałem wielu zaskoczeń kulinarnych. Może raz we Włoszech jak dostałem pizzę z małżami w skorupkach. To zaskoczony byłem. Ale ziemniaka zamiast ananasa jeszcze nie miałem. Pewnie wiele przede mną. :)

    Jakoś dziwnie następnego dnia wszystko jak należy było u mnie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, czasami dzieci co najwyżej uświetniają występami takie imprezy.
      Ba! Życie przed Tobą!

      Usuń
  13. Dzieciaki, Ewo, wszędzie są takie same! Prawie 50 lat temu, kiedy jeszcze studiowałem, w ramach przedmiotu "psychologia opiekuńcza", zalecono nam nawiązanie kontaktu z wychowankami miejscowego domu dziecka.
    Mnie przypadła ośmioletnia dziewczynka. Umawialiśmy się na spacerki, lody, ciastka i poważne rozmowy o życiu.
    Studnia ukończyłem, wróciłem do domu, z powodzeniem pracowałem w zawodzie nauczyciela itd.
    Po roku otrzymałem rozpaczliwy list od mej małej przyjaciółki, żebym szybko przyjeżdżał, bo bardzo za mną tęskni!
    Oczywiście przyjechałem i, uwierz mi, przeżyłem jedne z najpiękniejszych chwil w życiu.
    ściskam i zapraszam do mnie na spotkanie z Gościem

    OdpowiedzUsuń
  14. Zapraszam serdecznie na 6-te urodziny. Tekst "Cztery pory roku".

    OdpowiedzUsuń