czwartek, 9 marca 2017

Jedzie pociąg z daleka. Part 2

   Przez dwa lata pobytu w Indonezji pociągi widywałam z daleka. Głównie pociągi podmiejskie. Zatłoczone, ale posiadające wagon "khusus wanita" czyli tylko dla kobiet. Aż w końcu zdecydowaliśmy się na podróż.

Mijana stacyjka
   Postanowiliśmy pojechać do Bandungu, miejscowości oddalonej od Jakarty jakieś 160 km. Podróż samochodem zajmuje ponad trzy godziny. Jak się ma szczęście i autostrada nie jest zakorkowana. Pociągiem się jedzie aż ... 3 godziny! Decyzja podjęta.
   Najpierw bilety.
   Pociąg z miejscami rezerwowanymi, bilety dostępne przez internet. Nie dla nas niestety. Kupując, trzeba podać numer swojego ID. Wprawdzie mamy tutejsze dowody osobiste, ale w wersji dla cudzoziemców. Naszych numerów system nie przyjmował. Może i dobrze, doświadczyliśmy zakupów na stacji.
   Stanęliśmy w kolejce do kasy. Dobrze, że kierowca wszedł za nami, dopytał, że w kasie to tylko na dzisiaj, przedsprzedaż jest prowadzona w biurze. Podaliśmy nasze nazwiska (tak, bilety są imienne, jak na samolot), pokazaliśmy dowody osobiste, zapłaciliśmy. Tu Głównodowodzący wykazał się czujnością i zapytał czy te bilety wystarczą, żeby wejść do pociągu. Wcale nie wystarczą! Najpierw należy je zeskanować w specjalnej maszynie, która wydaje "boarding pass". Ale dopiero w dniu odjazdu.
   Przy okazji należy dodać, że bilety są stosunkowo drogie, przekraczają możliwości przeciętnego Indonezyjczyka. Na szczęście dzięki zniżkom policjanci, żołnierze, urzędnicy i inne uprzywilejowane grupy mogą sobie na ten luksus pozwolić.
   Nie chcieliśmy przyjechać na stację zbyt wcześnie, zakładając, że pociąg będzie spóźniony. Bo samoloty nigdy nie odlatują o czasie. Kierowca się uparł, że te pociągi (eksekutif, cokolwiek to znaczy) zawsze są punktualne. I rzeczywiście. Był punktualnie.

   Sam dworzec mnie zaskoczył. Pozytywnie zaskoczył. Bardzo czysty, nawet biorąc pod uwagę europejskie standardy. I bardzo kolorowy. Na schodach, drzwiach do wind i innych wolnych powierzchniach fototapety ze zwierzętami. Nie wierzę, że wszystkie dworce tak wyglądają, ale ten był bardzo przyjemny. Zresztą docelowy również, chociaż inny.



   Zeskanowaliśmy bilety, wydrukowaliśmy miejscówki, idziemy na peron. Ale, ale. Nie tak szybko. Najpierw kontrola. Miejscówki i dowodu osobistego! Na peron mają wstęp wyłącznie pasażerowie. I bagażowi, rzecz jasna. 



   Pociąg jeszcze nie przyjechał. I dobrze. Mamy czas na obserwacje i zdjęcia. Z których jasno wynika, że dba się o bezpieczeństwo podróżnych. Na każdym peronie jest człowiek, który pilnuje, żeby odsunąć się od torów. A jak coś na tory spadnie to pomaga podnieść podobno. Jedyne co mnie na peronie denerwuje to melodyjka z megafonów. Bardzo głośna i stała. Prawdę mówiąc po prostu upierdliwa. Słyszałam ją jeszcze na kilku stacjach.
   Wsiadamy. Wagon jest dość stary. Ibazela mi powiedziała, że być może sprowadzony z Japonii. Następnym razem sprawdzę. Więc wagon stary, ale przestronny. Na każdym fotelu poduszka jak w samolocie podczas nocnych rejsów, w podłokietniku stolik. No i oczywiście gniazdko elektryczne, co mnie niezmiernie ucieszyło, bo baterię w telefonie podładowałam. W kieszonce każdego oparcia torebka foliowa, jak się później okaże - na śmieci. Rozsiadam się. Nawet Głównodowodzący ma dość miejsca na nogi. Nagle przychodzi pan i prosi, żebyśmy wstali. Przekręca nasze fotele przodem do kierunku jazdy. Teraz jesteśmy w pierwszym rzędzie. Mam na ścianie przed sobą wypisane na tabliczce wielkimi literami nazwisko customer service oficera i jego numer telefonu. A trochę wyżej duży ekran telewizora. Oglądam sobie film o zasadach bezpieczeństwa, potem filmy propagujące różne regiony kraju, a potem jakiś fabularny. Wszystko z napisami, bez dźwięku. Trochę się dziwię, że nikt nie sprawdza biletów. Przecież ktoś mógł pomylić pociągi. Gdyby był głuchy i głupi. Bo przez głośnik w wagonie jest podawana informacja dokąd jedziemy, na jakiej stacji jesteśmy i jak bardzo się cieszą, że jedziemy z nimi. W pewnym momencie w przejściu pojawiają się stewardzi i wózek z gorącymi daniami do wyboru. Napoje też można nabyć. Zastanawiam się co się stanie z opakowaniami po posiłku. Wszyscy stawiają je pod fotelami. Dość regularnie przechodzi sprzątacz, zbiera tacki i śmieci w woreczkach, zamiata okruchy. Pełna kultura! 
Stacja docelowa
   Pociąg jechał powoli. Bo przez góry. A tory ponad 60 lat temu zbudowali Holendrzy. Miejscami było straszno, ale przeważnie pięknie. O widokach napiszę następnym razem.

Tym wiaduktem jechaliśmy





18 komentarzy:

  1. I znowu mi się trafiła ciekawa podróż z Tobą po Indonezji.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna (z widokami) już niedługo

      Usuń
  2. Jechałam indonezyjskim pociągiem, i jakby się większośc zgadza:). Gniazdka działały, jedzenie dali, było w miarę czysto...ale własnie jakoś tak...staro? Może tez wagony były po Japończykach...Natomiast konduktor czy ktoś taki był i bilety nam sprawdzali

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, nowością nie pachniało. Wprawdzie nigdzie tego nie sprawdzałam, ale przypuszczam, że sami wagonów nie produkują. Po pierwsze w ogóle niewiele samodzielnie wytwarzają, a po drugie kolej nie jest szczególnie popularna. Paliwo jest tanie, więc wolą samochody. No i sieć kolejowa jest stworzona przez Holendrów i od ich czasów właściwie się nie zmieniła.

      Usuń
  3. Twoimi informacjami jestem pozytywnie zdziwiona, chyba wielu Europejczyków ma mylny pogląd na tamtejszy transport...
    Spodobały mi się te kolorowe perony i schody i sprzątanie w pociągu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zdziwiłam. Zwłaszcza, że wiem jak wyglądają ulice, autobusy czy samoloty.

      Usuń
  4. Proszę, proszę i pomyśleć, że zawsze myślałam, iż pociągi w Azji są koszmarne ze względu na przepełnienie, brud i upał. Tymczasem pozytywnie zaskoczyłaś nas czystością i powiedziałabym luksusem tych miejsc. Może dlatego, że drogie i przeciętny Indonezyjczyk nie może sobie pozwolić na podróż koleją. A zdjęcia rewelacyjne. Widoki zapierają dech.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie samo zaskoczenie przeżyłam. Przepełnione są pociągi podmiejskie. To był pociąg trochę lepszej jakości. Takie nasze Intercity

      Usuń
  5. Podróż pociągiem może pokazać ciekawe oblicze danego kraju. Jakoś tak mi smutno, że w niewielu państwach z pociągu korzystałem. Ale kolej nigdzie tak naprawdę nie jest tania. I może dlatego było tak przyjemnie oraz czysto, że nie dla wszystkich dostępne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne jest to, że samoloty są tutaj bardziej dostępne. A lotniska wyglądają dużo gorzej niż dworce kolejowe.

      Usuń
  6. Takim pociągiem i z takiej stacji, to może i ja bym się dała odwieść od postanowienia, że zacznę podróżować, jak zrealizują ideę teleportacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw się teleportuj do Indonezji ;) To najtrudniejsza część podróży.

      Usuń
  7. Bardzo zaciekawił mnie ten post i chętnie zajrzę tu następnym razem ,zeby podziwiać widoki. Sama nigdy tam nie byłam i z zainteresowaniem czytałam o pociągach i dworcach, które pozytywnie mnie zaskoczyły. Nie bardzo podoba mi się natomiast tamtejsza biurokracja związana z biletami i tym żeby w ogóle dostać się do pociągu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też dworce zaskoczyły. Biurokracja w tym wypadku jest podyktowana względami bezpieczeństwa chyba. Jak na lotnisku.
      Mam nadzieję, że jeszcze zajrzysz

      Usuń
  8. Ciekawa wycieczka, bardzo lubię jeździć pociągami, dają tyle okazji , aby zobaczyć kraj z bliska...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Zupełnie inne spojrzenie na otoczenie.

      Usuń
  9. A kobieta to khusus czy wanita?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wanita. Przy czym "w" wymawia się jak "ł".
      Mam nadzieję, że wracasz na łono

      Usuń