środa, 29 czerwca 2016

Krajobraz po tsunami

   Czy z katastrofy może wyniknąć coś dobrego? Tak, jeśli przyczynia się ona do zakończenia trzydziestoletniej wojny. Ale jeśli zakończenie wojny wiąże się z wprowadzeniem prawa szariatu, to odpowiedź nie jest już taka oczywista.


Taniec powitalny


   Aceh. Specjalny region Indonezji, położony na północnym krańcu Sumatry. Region dramatycznie doświadczony. Od 1976 roku walczący o niepodległość z władzami indonezyjskimi. Bez mała trzydzieści lat rząd prowadził operację wojskową przeciwko bojownikom z Ruchu Wolnego Acehu. A potem nastąpiło coś znacznie gorszego. W 2004 roku przyszła wielka fala, która zmyła z powierzchni wszystko co spotkała na swojej drodze. Statki, które wtedy cumowały przy brzegu, nagle znalazły się wiele kilometrów w głębi lądu.

Ship on the roof. Wylądował 5 km od brzegu, na dachu domu. 
Zginęły dziesiątki tysięcy (oficjalnie ponad 80 000) ludzi. Wielu z nich dlatego, że nie miało pojęcia jak zareagować. Widząc cofające się morze postanowili podejść bliżej, żeby zbierać to co woda zostawiła. Łatwy połów. Nie wiedzieli, że takie cofnięcie poprzedza uderzenie ogromnej fali. 


Imiona ofiar
   Czy można poczuć to co czuli ci ludzie? Można próbować sobie wyobrazić. Do Muzeum Tsunami wchodzi się wąskim, ciemnym korytarzem, po którego ścianach ścieka woda. Już to jest wstrząsające. Potem sala z wypisanymi na ścianach nazwiskami ofiar. Zdjęcia. Przerażenie i rozpacz. Czytałam listy pisane przez dzieci z Acehu do rówieśników z Jakarta International School. Co czuje dziewięciolatek, który stracił szkołę, kolegów, dom, rodzinę kiedy pisze "Przecież nie mogę być na zawsze smutny"? 
   Rząd musiał otworzyć region dla organizacji humanitarnych. Pomagał cały świat. Z dumą odnalazłam w muzeum polską flagę z napisem "Pokój" wśród flag innych państw, które niosły pomoc.
   I tak tsunami pomogło zakończyć konflikt. Aceh uzyskał specjalny status. Jest częścią Indonezji, ale panuje w nim prawo szariatu. I to ono mnie najbardziej niepokoiło. Przed wyjazdem sporo się naczytałam. Że hidżab obowiązkowy. Że odsłonięta tylko twarz, dłonie i stopy. Że kobiety na motorach nigdy okrakiem. Żadnego alkoholu i papierosów. 
   A rzeczywistość? Owszem, zakrywałyśmy włosy. Gubernator stwierdził, że wyglądamy pięknie (bo nie wie, jak wyglądamy bez chustek) i że cieszy się, że szanujemy ich poglądy, ale, że okrycie nie jest obowiązkowe. Widziałam też indonezyjskie kobiety z odsłoniętymi łydkami i normalnie siedzące na motorze. W naszym hotelu można było kupić piwo, jak kogoś było stać, bo cena to ponad 25 PLN za małą puszkę.  
   Z drugiej strony są doniesienia prasowe. O chrześcijance skazanej za sprzedaż alkoholu, o Niemcach przesłuchiwanych z powodu opalania się w zbyt skąpych strojach, o nastolatkach wychłostanych za zbyt bliski kontakt, a nawet, o zgrozo, dotyk. I to jest prawdziwa rzeczywistość. Gubernator jest łagodny, bo chce nakłonić turystów do przyjazdu. Ale co komu po pięknej plaży skoro straż lokalna każe na niej nosić burkini? 
   

23 komentarze:

  1. :) faktycznie trochę absurdalne - ale może lepiej takich miejsc unikać na wczasowanie. Niemcy akurat mają to we krwi - nawet w krajach arabskich Niemki potrafiły się opalać topless

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Turystyka jest dla tego regionu szansą na rozwój i odbudowę. Warunki mają wspaniałe!

      Usuń
    2. ale najpierw muszą mentalność zmienić...

      Usuń
    3. Wiesz, to jest trochę schizofreniczne. Bo władze są tolerancyjne, mówią, że szariat dotyczy tylko wyznawców Islamu i zachęcają do przyjazdu. A zwykli obywatele donoszą na obcych i siebie nawzajem. Nawet to rozumiem. Też mi się zdarzyło w Warszawie powiadomić policję o panach pijących piwo na placu zabaw. Bardzo chętnie składałabym obywatelskie donosy na macho prezentujących tłuste, spocone brzuchy w spożywczaku.

      Usuń
    4. Masz rację, ale mentalności i nawyków innych nacji nie zmienisz. Nie pałam miłością do mało urodziwych niemieckich turystek z cyckami na wierzchu ale jak nie pozwolą im tam się negliżować to pojadą pokazywać swe wątpliwe wdzięki pokazywać gdzie indziej. A co za tym idzie zostawiać tam kasę

      Usuń
    5. Ale pewnie znajdą się też tacy turyści, którzy chętnie zapłacą za dodatkowe atrakcje w postaci wizyty na posterunku. Zresztą dla przyjezdnych z Arabii Saudyjskiej tamtejsze normy są nawet dość rozwiązłe.

      Usuń
  2. Czyli zbudowano na ruinach nowe, ale czy aby nie zbyt dużym kosztem? Szkoda, że te dziwaczne dla turystów wymogi zniechęcają wielu do podróżowania, bo jak zwiedzać i nie myśleć cały czas czy nie zostanę aresztowana za coś, co dla mnie jest naturalne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbudowano nowe wg zasad, o które walczono 30 lat.
      Nie ma we mnie tolerancji dla nietolerancji. Ale z drugiej strony w krajach arabskich Europejki ubierają się wg tamtejszych zasad. Dlaczego nie przestrzegać tego w Acehu?

      Usuń
  3. niedawno czytałam, że tsunami miało jeszcze jdenefekt - falę rozwodów wśród tych, co przezyli ( sądzę, że chodziło o turystów). Podobno wynikało to z zastanowienia się, czy aby na pewno z tą osobą chciałabym/chciałbym umrzeć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że te statystyki dotyczą tsunami w Tajlandii. W Acehu ze względu na ograniczenia związane z operacją wojskową w tym czasie raczej nie było turystów. I prawdę mówiąc niewiele rodzin przetrwało w całości. Zginął co trzeci mieszkaniec tego regionu.

      Usuń
  4. Jestem przeciwna wszelkim ruchom separatystycznym, nawet zdając sobie sprawę z ich uzasadnionego dążenia (np. Katalonia). Mały jest słaby. Łatwo staje się łupem ekstremistów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słaby jest nie mały, a biedny. Popatrz na niewielkie, ale bogate Brunei. Bardzo się z nim liczą w regionie.
      Z ekstremistami chyba jest odwrotnie- najpierw są oni, a potem chęć oderwania.

      Usuń
  5. Jak czytam o tych wszystkich nakazach i zakazach w Indonezyjskim Acechu, to tak sobie myślę, że jednak nie zdecydowałabym się na wypoczynek tam, pomimo tego kuszącego krajobrazu i ciekawej kultury, bo tak jak napisała Jotka, chyba nie da się tak do końca wyluzować, jak nie jest się pewnym, czy aby zaraz za coś nas nie aresztują, niby przymykają oko na turystów, ale z tego co piszesz, jednak nie tak do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, oni nie aresztują za nic. Wystarczy przestrzegać zasad. Jak wszędzie zresztą.

      Usuń
    2. A to ja wiem, tylko po tym co przedstawiłaś w swoim wpisie wnioskuję, że i tak mają bardzo zaostrzone te przepisy, a to może poniekąd odstraszać turystów, bo każdy jedzie wypocząć i w miarę jak najwięcej wykorzystać wszelkie dobra określonego regionu, a nie pilnować się na każdym kroku i stresować.

      Usuń
  6. Okropny kraj! Nie dość, że szariat, to jeszcze piwo po 25zł! Chyba moja noga tam nie postanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedzą co tracą!
      Ale w sumie mogłoby się okazać, że Twoje wynalazki byłyby bezkonkurencyjne. Wiesz jaki biznes mógłbyś zrobić?!

      Usuń
  7. Jakby nie było - wszystko tam jest okrutne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okrutne? Chyba nie. Inne po prostu

      Usuń
  8. Oglądam fim fabularny o tsunam oraz dokument ,coś strasznego .Bardzo restrykcyje przepisy wobec kobiet, to nieprzyjany kraj dla kobiet, chociaż wszędzie gdzie religia wkracza do życia państwowego , kobiety mają gorzej .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, oni są restrykcyjni nie tyko wobec kobiet. Mężczyźni też nie mogą pić alkoholu, palić papierosów, przytulać się.
      Tsunami bardzo tych ludzi doświadczyło. Ale pomogło zakończyć wojnę

      Usuń
  9. Dla naszego, zachodniego świata, takie zasady są szokujące, lecz patrząc ich oczami w naszym świecie nie ma żadnych zasad... to dopiero szok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nas chyba najbardziej szokuje narzucanie zasad, także innowiercom. A z drugiej strony chętnie korzystają z dobrodziejstw naszego zepsutego świata.

      Usuń