piątek, 26 lutego 2016

A jeśli nawet czasem pada, to niech pada.

   Wyjątkowo suchą mamy porę deszczową w tym roku. Pada raz, albo dwa razy w tygodniu i wcale nie jakoś dramatycznie. Nie było żadnych spektakularnych osunięć ziemi, telewizja nie ma okazji do pokazywania terenów powodziowych. A deszcz jak wiadomo jest potrzebny. Ryż sam nie urośnie. A bez wody to już na pewno nie.

Pole ryżowe, Prambanan (Jawa)
Pole ryżowe, Borobudur (Jawa)
Pole ryżowe, Kintamani (Bali)


   Kiedy się żyje w takim klimacie przestaje się zauważać pewne oczywiste dla tubylców udogodnienia.


Chwila przed
   Przede wszystkim człowiek się dowiaduje dlaczego najpopularniejszym obuwiem są japonki. Także (a może zwłaszcza) dla kierowców motocykli. Żadna kałuża im nie straszna i nie żal jak się zniszczą. Właściwie nawet trudno mówić o kałużach. Po prostu woda zalega, albo gna rwącymi strumieniami wszędzie. Po deszczu (jak u nas po opadach śniegu) przed wejściami do budynków pojawiają się osoby, które gumowymi "miotłami" zgarniają wodę do odpływów. Czasem nie nadążają.
Taki tam deszczyk
   Parasole. Rzadko się nosi swój. Bo niby po co? W samochodzie potrzebny nie jest. Samochód podjeżdża pod zadaszone wejście. A jeśli nie jest zadaszone, to portier już czeka i skrzętnie osłania przybysza. Żeby przypadkiem kropla klientowi na głowę nie spadła. Chyba, że klient wariat i przybył pieszo. Z własną (albo pożyczoną z hotelu czy apartamentowca) parasolką. Która jest tragicznie mokra.Taki klient przy wejściu dostaje (albo sam bierze ze stojaka) worek- długaśne, jednorazowe etui na parasol. Coby marmurów nie zachlapać. Zresztą nawet, jeśli nie pada, a klient ma parasol, też dostaje opakowanie. Bo nie wiadomo czy wcześniej gdzieś nie padało. 
  Przed wejściem do sklepu czy na przystanku często czekają dzieciaki, które za drobną opłatą użyczą swojej parasolki. A właściwie dlaczego nie przeczekać? Pod wiaduktem, albo na zadaszonej kładce dla pieszych nad ulicą. 
Trochę pada na stolik w restauracji
   Ciekawie jest na lotniskach. Jeśli do samolotu wsiada się z rękawa, to oczywiście nie ma sprawy. Ale czasem rękawa brak, podjeżdża się autobusem. Autobus zatrzymuje się tak, że do wejścia na zadaszone schodki jest jeden krok. Krok chroniony przez pana z wielkim parasolem. A jeśli lotnisko małe i drogę z terminala należy pokonać pieszo? Ależ nie ma problemu. Każdy pasażer dostaje parasol, który zwraca przy wejściu do maszyny. I za każdym razem kiedy mnie coś takiego spotyka przypominam sobie start z lotniska w Modlinie. Padał śnieg z deszczem. Miałam parasol, ale za mały. Zmokłam. I co zrobić w samolocie z mokrą kurtką i takimże parasolem? Linie lotnicze nie przewidziały opadów? I to w cywilizowanej Europie. A Azja taka dzika!
 

23 komentarze:

  1. Czasami kultury i pomysłowości możemy uczyć się właśnie od tzw. dzikich, zresztą gdy spojrzeć na naszych rodaków i inne nacje poza granicami to różnie z tym bywa, nie wiadomo kto bardziej dziki...
    Kiedyś ulewa spotkała mnie w Toruniu na dworcu PKS, a że był w remoncie to kasy i poczekalnia w baraku. Do stanowiska odjazdu autobusów około 200m, z nieba ściana wody, ale kierowcy nie przyszło do głowy podjechać pod barak. Jechałyśmy z koleżanką na stojąco, bo kapało z nas jak z prania...kierowca zapytany czemu nie podjechał kawałek po pasażerów, wzruszył ramionami (jemu przecież na głowę nie pada)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem się zastanawiam kto jest dziki, a komu pi prostu brak ogłady.

      Usuń
  2. Co kraj, to obyczaj. W Polsce japonki przydają się w zasadzie na plaży. Kiedy pada, zwykle jest zimno, więc całe buty praktyczniejsze. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż mam problem z tym, że deszcz nie oznacza ochłodzenia. Ale mimo upałów widuję tu elegantki w kozakach. Trzeba pocierpieć, żeby być piękną ;)

      Usuń
  3. Nie wiem, ale zdaje mi się, że nie nad każdą kobietą w Azji trzyma się parasol. Sądzę, że jednak masz uprzywilejowaną pozycję w tym względzie, a może się mylę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda że względu na kolor skóry i związane z nim domniemane bogactwo czasem jestem traktowana wyjątkowo. Ale akurat opisane sytuacje dotyczą wszystkich płci i ras ;)

      Usuń
  4. To chyba bym sobie tam nie poradziła, bo okropnie japonek nie lubię:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie cierpię. Niszczę inne buty. I staram się unikać deszczu

      Usuń
  5. Deszcz mi nie przeszkadza, dopóki nie jest zimny. A parasol teoretycznie mam w samochodzie, ale nie lubię. Wolę zmoknać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutejsze "zmoknąć" oznacza być przemoczonym do suchej nitki. Po prostu przez całą drogę ktoś wylewa na Ciebie wiadro wody za wiadrem

      Usuń
  6. Cudna ta opowieść o parasolach. U nas w Polsce zdarza mi się parasol zgubić, zostawiam w autobusie, pociągu. Nigdy natomiast nie zdarzyło mi się parasola znaleźć. No cóż, bardzo klimatyczny ten Twój wpis. A problem suszy - i u nas potężny. Deszczu życzę. Czy dobrze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Już się spełniło. Cały dzień padało z przerwami. Jesteś wiedźmą?

      Usuń
  7. Bardzo to wszystko ciekawe i widoki - marzenie. U nas też z pogodą dziwnie. Taka zima bez zimy. Rozwaliło mnie to użyczenie parasolki za drobną opłatą.
    A propos ryżu przypomniał mi się zabawny tekst pewnej piosenki, śpiewanej
    (dawno temu)
    przez Andrzeja Rosiewicza:
    " Jedzcie ryż, a będziecie mieli bardziej skośne oczy, jedzcie ryż - a na potem problem warkoczy..."

    Pozdrawiam.

    PS Ciekawe, czy doskonałe zbiory ryżu przełożą się na jego cenę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczy mi się już robią skośne. Ryż tani nie jest. Wolałabym, żeby nie drożał

      Usuń
  8. Hah, a nam (w tym mi oczywiście) zdarza się narzekać jak pokropi deszczyk :D Ale tutejsze rozwiązania pomijają zupełnie deszczową pogodą. Nawet u mnie w pracy po prostu nie mam gdzie rozłożyć parasolki i gnije mi złożona w kącie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz?! Kolejny przykład narzekania :D

      Usuń
    2. Narzekasz, że kropi deszczyk zamiast polewania wiadrami? Bo tutaj ludzie są przystosowani do takich ilości wody. Hahaha. Tutaj za to szatni w filharmonii nie ma ;)

      Usuń
  9. Kraje dalekiego wschodu, czasem przewyższają Europę w praktycznych i potrzebnych udogodnieniach. Kto u nas pomyślałby o parasolu dla pasażera samolotu, by wszedł suchy do środka i nie siedział jak zmoknięta kura przez całą podróż. Niby taka drobnostka, a bardzo ważna. Krajobrazy zapierają dech w piersi, Ewo.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj w ogóle się dba o wygodę ludzi. Jeśli mają odpowiednio dużo pieniędzy. A przy okazji daje się zatrudnienie tym, którzy mają ich mniej. Trzeba też przyznać, że deszcz w Europie rzadko jest "do suchej nitki". Tutaj to codzienność.

      Usuń
  10. Ostatnio siąpi gęściutki deszcz ze śniegiem. Nieprzyjemnie, więc wolałabym polewanie cieplutką wodą. Serdeczności zasyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma ;)

      Usuń
  11. Oj, Ewo, fajnie tam u Ciebie i tak ...egzotycznie. Ja z chęcią przyglądam się tym widokom i opisom, ale zastanawiam się ile czasu potrzeba,żeby wreszcie w tak innym od polskiego otoczeniu i klimacie poczuć się jak u siebie, tzn. jak w ojczyźnie.
    Zastanawiam się też jaka jest mentalność rdzennych mieszkańców Sri Lanki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba Ci nie odpowiem,bo nie wiem. Po ponad roku przyzwyczaiłam się do inności, ale chyba mam za mało czasu, żeby poczuć się jak u siebie. Rozumiem, że pytasz o mentalność Indonezyjczyków. Wciąż ich poznaję i wciąż się dziwię. Sa po prostu inni. W kilku wpisach próbowałam przybliżyć ich charakter. I pewnie jeszcze nie raz to zrobię. Zapraszam częściej!

      Usuń