wtorek, 13 października 2015

Panie Jarku, Pan się marnuje!



Czy powinnam recenzować książki znajomych? Strasznie krytyczna bywam. Jarosława Butkiewicza znam z Dyskusyjnego Klubu Książki. Dobrze nam się o książkach rozmawia. Aż wydał własną książkę i poprosił klubowiczów o opinie. Proszę bardzo, Panie Jarku.



Zdjęcie okładki pochodzi ze strony http://www.detektywzprzypadku.pl/
“Detektyw z przypadku”. Banalny tytuł sugerujący powieść kryminalną. I niespodzianka. Bo ani to nie jest powieść, ani nie kryminał. Chociaż uczciwie trzeba przyznać, że co do gatunku autor jasno czytelników uprzedził.
Kim jest tytułowy detektyw? To bezrobotny dziennikarz, który wypatruje złodziei z sklepie z drogą odzieżą. Czyli ochroniarz. I to trochę rozczarowuje. Bo nazwanie go detektywem sugeruje, że będzie rozwiązywał zagadki. I właściwie nawet rozwiązuje, ale takie, hm, mniej intrygujące.
Nie muszę sobie wyobrażać co czuje człowiek, który wychodzi ze sklepu i wzbudza alarm w bramkach. Nie raz zdarzyło mi się zdenerwować prośbą o otwarcie torebki. Kto z nas tego nie przeżył? A co czuje w tej sytuacji ochroniarz? Zwłaszcza, że jak się okazuje takie sytuacje zdarzają się rzadko. Złodzieje nie są naiwni, bramki na ich widok nie piszczą i żeby mieć sukces detektyw musi jednak pogłówkować. Ten proces mamy okazję oglądać z bliska. Dowiadujemy się kto i dlaczego może stać się podejrzany, jakie sposoby stosują złodzieje, aby przechytrzyć ochronę, jakie cechy ochroniarzy sprawiają, że liczba ujęć rośnie.
Nie ukrywam, że dla mnie jeśli reportaż to krótki, dziennikarski, publicystyczny. Ale jak te dziennikarzyny dzisiaj piszą! Na kolanie chyba. Nie dbają ani o formę, ani o treść. A tu mamy do czynienia z pięknym językiem, starannie dobranym słownictwem, plastycznymi opisami. Aż szkoda, że to tylko reportaż (za umniejszanie znaczenia gatunku przepraszam wybitnych reportażystów), bo czyta się z przyjemnością. Niektóre opisy po prostu wprawiają w zachwyt. Podziwiam też znajomość słownictwa związanego z modą. Który mężczyzna wie jak wygląda dekolt karo czy koszula w pepitkę?  Chapeau bas, Panie Jarosławie.
Co jeszcze mi się podobało? Dowcip i autoironia. Ta historia jest miejscami naprawdę bardzo zabawna. Na przykład scena ze studentkami proszącymi o litość:

“ Wypuście nas… Zrobimy dla was wszystko. Możemy na przykład…- zawiesiła głos, a ja zamieniłem się w słuch-... posprzątać w sklepie! ”

Czasem robiłam notatki na marginesie. Najczęściej pojawiało się pytanie: “Co dalej?”  Chciałabym wiedzieć jaki był ciąg dalszy. O ile po zatrzymaniu mogę się domyślać, że złodziej jakoś został ukarany, to w wypadku spraw nierozwiązanych czułam niedosyt. Czasem wystarczyłoby mi zdanie: “ Nigdy się nie dowiedzieliśmy jak ukradziono futro”. Nie oczekiwałabym związku następnych akapitów ze sprawą.

Po lekturze i zupełnie na marginesie nasuwa mi się ogólniejsze pytanie: Czy detektyw sklepowy po służbie też patrzy podejrzliwie na spotykanych ludzi?

Fragmenty książki można znaleźć http://www.detektywzprzypadku.pl/fragmenty.html


6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa i wnikliwa recenzja, chętnie poczytałabym, tym bardziej ,że oglądałam kiedyś reportaż filmowy o detektywach sklepowych i pomysłowość złodziei wzbudziła mój podziw...myślę, ze faktycznie taki detektyw mimowolnie przygląda sie innym także po pracy:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo łaskawa dla mnie jesteś, dziękuję :) Właśnie miałam wrażenie, że nie jestem w stanie się zagłębić. A książkę polecam. Chyba można zamówić z tej strony, na której są fragmenty. Pozdrawiam

      Usuń
  2. taki MAGIK jak ginekolog? http://www.almoc.pl/img.php?id=3058

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy magik. Po prostu pisarz z dobrym warsztatem.

      Usuń
  3. Droga Ewo, zachęciłaś mnie do sięgnięcia po książkę. Uczę się od Ciebie, recenzje piszesz świetne! Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło wiedzieć, że się podoba:) Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń